Demokracja a społeczeństwo. Myśl Alexisa de Tocqueville'a

Pod koniec XVIII wieku w kilku państwach miał miejsce proces przechodzenia z ustroju arystokratycznego do demokratycznego. Jednym z myślicieli, którzy dostrzegli tę przemianę, był hrabia Alexis Henri Charles de Tocqueville, francuski filozof, socjolog i polityk. W swoim najsłynniejszym dziele, O Demokracji w Ameryce, poruszył nie tylko historię tej rewolucji – jak określał ruch demokratyzacji – w USA, ale również idee, które diametralnie wpłynęły na młode, amerykańskie społeczeństwo.


Jedną z koniecznych zasad do zaistnienia reżimu demokratycznego, która była szczególnie mocno widoczna w Stanach Zjednoczonych na początku XIX wieku, jest zasada suwerenności ludu. W demokracjach to właśnie naród powołuje osoby, które będą odpowiedzialne za rządzenie, ustanawianie praw i karanie w jego imieniu. Tam też społeczeństwo samodzielnie rozwiązuje swoje problemy, bez pomocy obcych, zewnętrznych ośrodków. „Wybierając prawodawców, lud uczestniczy tym samym w kształtowaniu praw” – pisał Tocqueville. Podkreślał on, że w demokracjach ważna jest nie tylko sama zasada istnienia instytucji politycznych, ale również ich działanie – toteż lud powinien, wręcz musi, bezpośrednio mianować swoich przedstawicieli.

Równie ważną kwestią, na którą autor zwracał szczególną uwagę, jest fakt, że idea demokracji w rzeczywistości opiera się na równości, a nie wolności. Państwo amerykańskie jest doskonałym tego przykładem – mimo zróżnicowania w tym społeczeństwie niemal wszyscy posiadali takie same prawa. Tocqueville w praktyce obserwował rezultaty wyborów powszechnych wśród ludzi, których język, religia i obyczaje czynią niemal obcymi sobie nawzajem. Ponadto filozof dostrzegał jeszcze jedną ogromną zaletę demokracji: zdolność człowieka do samodoskonalenia się. W arystokracji jest to niemal niemożliwe, bo społeczeństwo jest tam ściśle sklasyfikowane.

Czy to oznacza, że Alexis de Tocqueville upatruje w rządach ludu największe dobro dla społeczeństw? Bynajmniej nie. Francuski hrabia obawiał się, że ze skrajnej wolności może wyniknąć anarchizm, a z niezależności indywidualizm, który jest niemal tak samo zły jak egoizm. Największe jednak obawy budziła w nim "nieszlachetność" demokracji. Nie chodzi tu jednak o pochodzenie władzy, a o osoby, w rękach których ta władza jest skupiona, które nie posiadają zbyt wielkich ambicji, i są mniej zdolni do poświęceń. Dlatego też preferował „wychowanie w duchu arystokratycznym” na demokratycznej scenie politycznej, gdzie społeczeństwo obywatelskie, oddzielone od społeczeństwa politycznego, na drodze równości i wolności dążyłoby do najwyższych i zaszczytnych celów. Tocqueville'a należy więc raczej uznać za zwolennika koncepcji liberalizmu arystokratycznego.

Mimo tych zastrzeżeń filozof upatrywał wyżej demokrację niż arystokrację. Zamiast studiować teorię ustroju demokratycznego, dostrzegł potencjał wynikający ze współczesnych mu wydarzeń w konkretnych społeczeństwach. Pokładał dużą nadzieję w suwerenności ludu oraz organów, które zrodziła Ameryka: stowarzyszeń, wolnej prasy, racjonalnego, a nie konserwatywnego podejścia do wychowania i socjalizacji. Słusznie zauważył, że rewolucja ta jest nieuchronna i, jeśli dobrze wykorzystamy jej największe zalety, może przynieść spore korzyści społeczeństwu, jak i pojedynczemu obywatelowi.


Niniejszy esej dostępny również na Academia.edu

(Głosy: 0)

Zobacz także:

Musimy bardziej wierzyć

Norbert kończy 22 lata. Z tej okazji wybiera się na miasto pić z kolegami z pracy. Być może to ich ostatnie spotkanie, wieczerza…

Posted by

Udostępnij: