Witaj na oficjalnej stronie Przemysława Bednarskiego!

Projekt graficzny banerów: Roland Dominik

Nie przegap:

Mediakrytyk_Bednarski_TOP50.gif

Najpopularniejsze wpisy:

Gdy wzywa obowiązek

30 kwietnia 1945 roku. Kiedy Reznov pierwszy raz mówił o Dmitriju, wspomniał o bohaterze, którego winniśmy wszyscy naśladować. C…

Demokracja a społeczeństwo. Myśl Alexisa de Tocqueville'a

Pod koniec XVIII wieku w kilku państwach miał miejsce proces przechodzenia z ustroju arystokratycznego do demokratycznego. Jedny…

Z pamiętnika reżysera

Obrona

Obrona na 3.

Kobiety w życiu Rogera Vadima – jak wpłynęły na rozwój francuskiego kina nowej fali

„Ma odwagę robić to, co chce i kiedy chce” – opisuje dojrzały mężczyzna główną bohaterkę jednego z przełomowych filmów w histori…

Najnowszy podcast/recenzja:

Najnowszy artykuł dla zewnętrznych stron:

Ostatnie wpisy:

EuroWeek, PolHejt

napisany przez Bednarski w grudnia 17, 2018

Nie spotkałem się, aby polski nauczyciel całował dzieci, nie spotkałem się, aby młoda uczennica pisała do nauczyciela, że "zostawi mu otwarte okno w hotelu". Jaka byłaby zadyma w mediach, gdyby śniadzi dorośli mężczyźni robili sobie takie zdjęcia z dziećmi? Żadna. Ale idiotów przecież nie brakuje na tym świecie.


Jak zostać bohaterem mediów? Wybrać po kilkanaście zdjęć dorosłych mężczyzn o ciemniejszym kolorze skóry, którzy przytulają polskie nastolatki, koniecznie dopisać coś o pedofilii i islamie, a na sam koniec spamować gdzie się da. Sukces murowany! Jednak zarówno Dariusz Matecki ze strony Prawicowy Internet, który pierwszy pisał o tej sprawie, jak również większość zwykłych Polaków, komentujących jego i innych wpisy, zasługują raczej na miano negatywnego bohatera mediów.

EuroWeek. Polska fundacja, która od blisko 25 lat organizuje warsztaty i inne szkolenia mające na celu promowanie integracji i respektowania różnych kultur, głównie z europejskich krajów. Obecnie jednak znienawidzona przez uprzedzonych i szowinistycznych Polaków. Wiecie: na zdjęciu wystarczy jeden "ciapaty", kilka blondwłosych dziewczynek i przytulanki lub całusy. Przyprawą, która nadaje temu właściwy smak, jest komentarz dziennikarzyny lub innej osoby udostępniającej post: coś o tradycji arabskiej, coś o "prawach" kobiet w szariacie i takie tam. No i obowiązkowe skomlenie/kwiczenie o lewackich mediach, które na temat islamistów milczą, a księży opluwają. Bo wiecie – seksy z Arabami to ubogacenie kulturowe, a z klerem to zbrodnia i gwałt. Czy jakoś tak.

To nic, że zdjęcia nie przedstawiają niczego gorszącego. To nic, że wypowiedzi niektórych osób mogą być sfabrykowane. To nic, że podejrzewa się konkurencję [fundacji] o nagłośnienie całej akcji. I to nic, że na fotografiach nie muszą być wcale mężczyźni z krajów islamskich! Liczy się tylko to, żeby lewaków dupa zapiekła. Albo to, żeby dowieść działanie zwojów mózgowych. Doszukiwanie się podtekstu czy drugiego dna w niewiele mówiących fotkach nie jest jednak czymś, co by miało świadczyć o umyśle geniusza. Czy w ogóle sprawnym umyśle.

EuroWeek_Matecki_instagram.jpgNiniejsze zdjęcie ma być dowodem na molestowanie polskich dziewczyn w czasie zajęć EuroWeeku.

Natomiast to całe "szczekanie" o tym, że ”byłaby zadyma w mediach, gdyby ksiądz robił sobie takie zdjęcia z dziećmi”, to marna próba usprawiedliwienia i racjonalizacji ohydnego nagłośnienia sprawy. Niestety Matecki i jemu podobni niczym się nie różnią od antyklerykalnych oszołomów, którzy masturbują się do najmniejszej wzmianki o facetach w sutannach, która by ich stawiała w złym świetle. Zamiast poważnych pytań, czy mogło dojść do naruszenia prawa, mamy wylew rasistowskich i ksenofobicznych komentarzy, przykrytych płaszczykiem rzekomej obrony polskości i normalności przed kulturą islamu.

Mnie jednak najbardziej bolą nie słowa na temat osób pochodzenia pozaeuropejskiego, ani sam fakt przedwczesnych oskarżeń i internetowego linczu – bo doniesienia ws. molestowania mogą przecież okazać się prawdziwe – a opluwanie organizatorów, polskich wolontariuszy i uczestników oraz innych osób, które wniosły dużo dobrego w działanie fundacji. Błąd, przewinienie jednej czy kilku osób – czy to faktyczne, czy wyssane z palca – nie przekreśla przecież dorobku kilkudziesięciu lub kilkuset innych osób, które w ramach jakiejś organizacji działały w dobrzej wierze dla szczytnych idei. To, co czują obecnie współpracownicy EuroWeeku, na pewno odczuwali także wolontariusze WOŚP-u czy ostatnio Szlachetnej Paczki, po niedawnych oskarżeniach wobec ks. Stryczka. "Presja" na szeregowych, lecz oddanych, uczciwych i "Bogu ducha winnych" członkach, spowodowana wizerunkowym osłabieniem poprzez ataki hejterów, na pewno boli i nie pomaga w życiu. Szkoda, że pochopne wyciąganie wniosków i bezpodstawne, haniebne oskarżenia – oraz przede wszystkim głupota – nie boli. I chyba dlatego idiotów nie brakuje na tym świecie.

Jedna z uczestniczek EuroWeeku, chcąca bronić fundację, wspomniała też o pornograficznych treściach wysyłanych przez jednego z wolontariuszy. Niestety oryginał już nie jest dostępny, a ten pocięty fragment może dużo zmieniać w wydźwięku wypowiedzi nastolatki.

(Głosy: )

Zobacz także:

20 groszy emerytki

Od soboty nie milkną głosy krytyki w sprawie Rafała Trzaskowskiego. Poseł PO zachował się, co prawda, jak bogacz z przypowieści …

Bohemian Rhapsody – recenzja filmu

napisany przez Bednarski w listopada 6, 2018

Sacha Baron Cohen – znany przede wszystkim jako filmowy Borat – początkowo miał zagrać Freddiego Mercury'ego w najnowszej produkcji Bryana Singera. Cieszy jednak fakt, że wybór ostatecznie padł na Ramiego Maleka.


Gwiazdor serialu Mr. Robot odwalił kawał świetnej roboty w sportretowaniu wokalisty Queen – sposób mówienia, kocie, żywe ruchy oraz szeroko pojęty styl zostały żywcem wyjęte z sylwetki Freddiego; podobnie wygląd. W ogóle charakteryzacja w recenzowanym filmie to majstersztyk, co widać zwłaszcza po aktorach odgrywających role pozostałych członków zespołu, czyli Briana, Rogera i Johna.

BR_3.jpgImperial CinePix

Ale to nie przywiązanie do detali wizualnych, a muzyka oraz żywiołowość stanowią o sile Bohemian Rhapsody. Oprócz tytułowego utworu, w filmie usłyszymy inne klasyki Queenu, jak We Will Rock You, We Are The Champions czy Radio Ga Ga. Montaż, gra świateł, kadrowanie i inne aspekty technicznej realizacji stoją na naprawdę wysokim poziomie i służą za motor napędowy recenzowanej produkcji – i to niemal dosłownie, bo film reżysera serii X-Men momentami przypomina kalejdoskop historii brytyjskiego zespołu. Najbardziej epickim fragmentem jest za to scena odtwarzająca pamiętny występ kwartetu na charytatywnym koncercie Live Aid z 1985 na Wembley. Co tu dużo pisać – po prostu cudo i trzeba to samemu zobaczyć (i posłuchać). Aż żałuję, że nie byłem na filmie w IMAKSIE.

Bohemian Rhapsody niestety nie jest bez skazy. Parę fragmentów jest nierównych, w porównaniu do reszty filmu – jak choćby scena konferencji prasowej muzyków Queen. W czasie seansu odnotowałem też co najmniej jedną rażącą niezgodność z faktami. Mój największy zarzut dotyczy jednak błahego potraktowania intymnego życia Mercury'ego – mam tu na myśli zarówno jego biseksualizm, jak i dramat w postaci niszczejącej choroby. Wątki te zostały nie tylko szybko urwane, ale i niejako w płytki sposób poprowadzone. Jeżeli spodziewaliście się drugiego filmu Filadelfia, tylko w wydaniu muzyczno-rozrywkowym, to się mocno zawiedziecie. Z tego też powodu zakończenie recenzowanego tytułu – choć miłe dla oka i ucha – może rozczarować i pozostawić pewien niedosyt.

BR_8.jpgImperial CinePix

Podsumowując: omawiana produkcja nie jest tytułem idealnym – to najzwyczajniej w świecie dobry, poprawnie zrealizowany film. Jednak magia płynąca z muzyki oraz gry aktorskiej Maleka ostatecznie sprawia, że trzymanie się filmowych ram nie jest najważniejsze, a widz przymyka oko na liczne uproszczenia fabularne. Jeżeli lubisz i kojarzysz największe hity Queenu, to warto wybrać się do kina na ten film – również w wypadku, kiedy jesteś największym fanem, i to mocno uczulonym na wszelkie przekłamania. Bohemian Rhapsody może nie jest najsolidniejszym pomnikiem postawionym na cześć Freddiego i jego przyjaciół, ale na pewno uroczą laurką wykonaną od serca.

(Głosy: )

Zobacz także:

KRÓLOWIE ŻYCIA – niebo i stereo raj, czy może skamieniałe zło? Recenzja książki

„Czy to już znasz, kochanie? Czy nie wiesz, jak to jest? Czy wierzysz im bez granic, czy zechcesz wierzyć mnie?” – zaczęli ostat…

Z pamiętnika studenta: dziennikarstwo, lat dwa

napisany przez Bednarski w października 23, 2018

Tu powinien być jakiś lid zachęcający do czytania. Ale nie umiem pisać dobrych lidów. A to śmieszne, bo przecież studiowałem dziennikarstwo.


Będę szczery: nie do końca traktowałem poważnie tych studiów, podczas rejestracji i składania dokumentów. Miałem już przecież tytuł magistra, a polityka mnie bardziej kręciła niż dziennikarstwo ogółem, choć miałem już pewne doświadczenie w blogowaniu i prowadzeniu portali internetowych. Zależało mi głównie na zniżkach studenckich oraz dokupieniu piasku do klepsydry, która odmierzała czas do dorosłości. O dziwo jednak zakup ten nie oznaczał wyrzucenia pieniędzy i czasu w błoto.

Nie mam zamiaru tutaj opisywać szczegółowo moich dwóch lat na WNSie; tak samo nie chciałbym pisać o mojej trzeciej uczelni w superlatywach czy na odwrót. Zaskoczyło mnie jednak kilka rzeczy. Oprócz przyjaznej atmosfery czy różnych zajęć – jednych gorszych i zbędnych, drugich lepszych i naprawdę przydatnych – nigdy nie sądziłem, że te studia w pewien sposób nakreślą kierunek mojej przyszłości, głównie zawodowej. Jest to oczywiście nie tylko zasługa koleżanek i kolegów z roku, u których z części już wieloletnia działalność blogerska mnie zainspirowała, ale także samych prowadzących, którzy – pomimo braku odpowiednich narzędzi i małej liczby zajęć – próbowali na warsztatach i pracowniach dziennikarskich zachęcić studentów do pójścia w tym kierunku.

Jedną z osób, która miała na mnie pośredni wpływ, jest red. Zbigniew Markowski – którego erudycyjne przemowy na przedmiocie Dziennikarstwo Internetowe zachęciły mnie do założenia niniejszego bloga. Choć strona lada chwila skończy dopiero półtora roku, miesięczne wyświetlenia wpisów ledwo przekraczają tysiąc, a liczba polubień na Facebooku liczy niecałe 150 (o innych profilach społecznościowych lepiej nie wspominać), to cieszę się, że z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej, oraz że – pomimo paru przestojów – ja i moja działalność rozwijają się w dobrym kierunku. Jest to więc pierwsza osoba, której należy się z mojej strony „Dziękuję”.

Dzięki tym studiom mogłem zrealizować również dwa ważne dla mnie projekty. Pierwszy, bardzo nieoczywisty, to praca magisterska nt. memów internetowych jako narzędzia marketingowego. Każdy mi mówi, że temat bardzo ciekawy i fajny – oraz, co muszę przyznać, bliski moim zainteresowaniu (sercu?). To wszystko, plus ciężka praca i oryginalność tematyki, sprawiło, że uzyskałem na dyplomie piątkę. Po raz pierwszy (w końcu do trzech razy sztuka, co nie?). Z tej okazji podziękowania dla prof. dr. hab. Stanisława Michalczyka, promotora, oraz dr Katarzyny Brzozy, która również pomogła mi przy pisaniu pracy (pozdrawiam także dr. hab. Marka Mazura, który przewodniczył komisji na obronie). Oczywiście byłoby niesprawiedliwe, gdybym pominął osoby z badanych firm, które zrobiły wszystko, bym uzyskał odpowiedzi, potrzebne przecież dla celów naukowych. Tutaj przede wszystkim podziękowania należą się firmom Krupnik, Zakład Przemysłu Drzewnego i Karedent oraz panu Grzegorzowi, kontaktującemu się w imieniu PHU Imet.

Drugim natomiast projektem był reportaż, stanowiący zaliczenie jednego z przedmiotów u red. Jacka Dokutowicza. Wspólnie z moim imiennikiem, Przemkiem Krawcem, założycielem portalu Skoki24.pl, zdecydowaliśmy się na formę filmową; ja od siebie natomiast dorzuciłem pomysł lekko fabularyzowanej formuły, co – jakby nie spojrzeć – stanowi nasz debiut pod kątem filmowym (sam też zacząłem pisać nowy scenariusz, tym razem do stuprocentowej fabuły). Realizacja tego nie była łatwa i trochę przeciągnęła się w czasie, ale ostatecznie reportaż został ukończony i w pełnej formie ukazał się 21 lipca tego roku. Dlatego też serdeczne podziękowania dla Przemka za współprodukcję oraz wszystkich innych osób, które zgodziły się wystąpić przed kamerą lub w inny sposób nam pomogły. Całość możecie obejrzeć poniżej:

Na sam koniec, by już nie zanudzać, zbiorcza lista osób, dzięki którym te dwa lata były miło i oryginalnie spędzonym czasem. Bez zbędnego przedłużania – serdeczne podziękowania dla:

Marka Chylińskiego, Marcina Twaroga, Grażyny Kuźnik i Jacka Filusa za inspirujące zajęcia z warsztatu/pracowni dziennikarskiej

dr Magdaleny Ślawskiej, dr Patrycji Szostok, Zbigniewa Markowskiego i dr. Dariusza Krawczyka, również za ciekawe prowadzenie przedmiotów

Karoliny D., Natalii M., Oli P., Kamila P. i Pawła Pisarka za wniesienie dyskusji na zajęciach na wyższy poziom (oraz zniechęcanie nauczycieli do losowego odpytywania z powodu zbiorowego milczenia)

Magdy B., Marleny C., Krzysztofa G., Neli J., Rafała Klimy, Mateusza L., Kamila Świszczorowskiego i Gabrysi W. za pracę na rzecz całego roku

Adriana F., Olka K., Eryka N. i Krzyśka W. za to, że nie można było się nudzić na zajęciach

Rolanda L. za dbanie o to, żeby fejsbukowa grupka żyła i była zabawna

Łukasz Hyra – chciałem Ci coś powiedzieć…

Krzyśka Matyszczaka wiadomo, za co…

Kasi K. za ciekawe, prywatne rozmowy

Mateusza H. za niejedno wyjście na piwo

Serhiego A., Justyny G., Patrycji N., Tolii Pikaliuka, Michała Sz., Marka Trembaczowskiego i Pawła Zdziarskiego za wiele ciekawych rozmów, jak i współpracę przy różnych prezentacjach i innych dużych zadaniach na zajęcia

Claudii S. i Weroniki Z. również za współudział przy projektach zaliczeniowych

Aleksandry "Cieśli" Cieślińskiej, Pawła Czechowskiego i Szymona Musialika za pozytywny klimat (zarówno na żywo, jak i na grupie) oraz pewien wkład w funkcjonowanie naszego roku (przy okazji życzę dużo sukcesów w dalszej karierze!)

Adama "Attaché" Dąbrowskiego, Dominika Łowickiego, Huberta Morawskiego i Roberta Poloczka za interesujące rozmowy, rozruszanie nudnych zajęć, śmieszkowy content [na grupie] oraz współpracę przy różnych projektach i/lub pomoc przy realizacji mojego reportażu (życzę Wam także dalszych sukcesów na ścieżce zawodowej)

Skoro o reportażu mowa, ponowne podziękowania dla Przemka Krawca (dzięki także rozmowy w pociągach i współpracę przy prezentacjach)

Bartka Kormaniaka za współpracę przy Danger Topic ZoneCast i kilku projektach na studia, liczne rozmowy oraz wspólną naukę do obrony

Agnieszki G. również za przeżywanie wspólnych trudów przed obroną pracy

Wszystkiego dobrego na ścieżkach zawodowo-hobbystycznych życzę Agnieszce Pawełek, Ani i Grzegorzowi Wagnerom oraz wszystkim innym koleżankom i kolegom z roku, którzy od wielu miesięcy czy nawet lat udzielają się pod kątem dziennikarskim, artystycznym bądź blogerskim

Specjalne pozdrowienia wędrują także do Natalii Ciastko, Ewy G., Norberta Kozaka i Maćka S.

Wiem, że cały wpis brzmi strasznie sztampowo, śmiesznie i w ogóle najgorzej, ale serio – nie ma tutaj ani grama złośliwości, ironii czy jakiegokolwiek żartu. Nie traktujcie jednak tego też śmiertelnie poważnie. Niemniej wszystkie podziękowania i pozdrowienia są szczere. Ponownie wielkie dzięki. I jeszcze o mnie kiedyś usłyszycie. Do następnego!

(Głosy: )

Zobacz także:

Valerian i kino tysiąca adaptacji

Od blisko trzech dekad toczy się walka między Marvelem a DC o serca i portfele kinomanów, a najbardziej zaciekłą formę przybrała…