Witaj na oficjalnej stronie Przemysława Bednarskiego!

Projekt graficzny banerów: Roland Dominik

Nie przegap:

Popularniejsze wpisy:

Przymierzamy KALESONY SOKRATESA – recenzja książki

Kuba miał wiele marzeń. Jednym z nich było napisanie i wydanie książki. Udało się. I wiecie co? Było fajnie! Ale mogło być lepie…

Punkt K – jak Kryzys – u Piotra Żyły, czyli trochę o (od)skoczniach

W życiu chyba każdego sportowca, który triumfuje i osiąga sukcesy w świetle jupiterów, prędzej czy później czeka upadek i seria …

Z pamiętnika studenta: dziennikarstwo, lat dwa

Tu powinien być jakiś lid zachęcający do czytania. Ale nie umiem pisać dobrych lidów. A to śmieszne, bo przecież studiowałem dzi…

Ten blog będzie o…

Na samym początku chciałem Ci pogratulować.

Hitler był lewakiem, a Bednarski prawakiem!

Dżentelmen, artysta o wielkim sercu, kochający zwierzęta oraz unikający alkoholu i papierosów. Adi – wypisz, wymaluj: prawilny c…

Najnowszy podcast/recenzja:

Najnowszy artykuł dla zewnętrznych stron:

Ostatnie wpisy:

Letnie Przesilenie – recenzja filmu

napisany przez Bednarski w kwietnia 22, 2019

„W czasach kiedy rządziła nienawiść, oni uczyli się kochać”. Ja bym bardziej powiedział, że oni uczyli się przyzwyczajać. Bo jeśli walka czy ucieczka nie wchodzą w grę, to przywyknięcie wydaje się najlepszą opcją na ból wynikający z bierności.


Z podobnymi problemami musieli się zmierzyć bohaterowie filmu Michała Rogalskiego. Letnie Przesilenie to antywojenna opowieść o ludzkiej bezsilności i cierpieniu w okropnych i nieludzkich czasach, jednak wyróżniająca się na tle typowego kina wojennego. Zamiast dzielnych wojaków – zdani wyłącznie na siebie cywile. Zamiast wojennej machiny w boju – okupacja. Zamiast linii frontu – wsi spokojna, wsi wesoła.

letnie przesilenie_autor robert palka3.jpgKino Świat / fot. Robert Pałka

Podczas seansu będziemy świadkami pięknych, letnich plenerów, ze wsią i lasem na czele, i do tego nakręconych w taki sposób, by łechtać oko widza. Choć w filmie uświadczymy także mroczniejsze ujęcia, zwłaszcza w lokomotywowni oraz domu jednego z bohaterów, to właśnie kontrast między sielankową naturą a opowiadaną historią świadczy o sile przekazu Letniego Przesilenia. Przekazu, który udowadnia, że do zaprezentowania ludzkiego dramatu nie potrzeba wcale bezpośrednio uderzającego obrazu, a wystarczą subtelność, pewne niedopowiedzenia oraz rozmowy między postaciami.

I to dialogi, a bardziej gra aktorska, współgrają, a jednocześnie uzupełniają wizualną warstwę filmu. Nie tylko aktorzy starszej daty – jak Agnieszka Krukówna czy Bartłomiej Topa – dali radę, ale przede wszystkim ci młodzi, stanowiący trójkę głównych bohaterów: Filip Piotrowicz i Urszula Bogucka z Polski oraz Jonas Nay z Niemiec. Zarówno Nay, jak i Piotrowicz wypadli naprawdę świetnie, a ich kreacje są przekonujące. Najbardziej urocza jest za to Ula Bogucka w roli Franki – nieśmiałej dziewczyny ze wsi, córki bogatego gospodarza rolnego.

Letnie przesilenie_autor_Robert Palka1.jpgKino Świat / fot. Robert Pałka

Talent aktorski w recenzowanym filmie wzmacnia nie tylko zdjęcia, ale i oczywiście historię. Romek (Piotrowicz), który stracił ojca, zaczyna pracować na kolei, by wesprzeć finansowo matkę. Z kolei Guido – w tej roli Nay – to 17-letni chłopak z Hamburga, który został przymusowo wcielony do wojska i obecnie stacjonuje pod tą samą wsią, z której pochodzi Romek, pilnując w hitlerowskim mundurze porządku w sąsiednich okolicach. Ścieżki obu z czasem zaczynają się przecinać, a na ich drodze staje atrakcyjna Franka. Później pojawiają się także inne problemy, niebezpieczeństwa i przeciwności, z którymi muszą się zmierzyć, oraz próby, którym poddawani są bohaterowie.

Letnie przesilenie_autor Robert Palka 4.jpgKino Świat / fot. Robert Pałka

Fabuła, choć jest całkiem przewidywalna, potrafi wzruszyć, a postaci, mimo że raczej jednowymiarowe, są głębokie i dużo wnoszą do historii filmu, angażując emocjonalnie widza. To właśnie wymieszanie klarownych, ale przeciwstawnych osobowości, a także pokłady empatii oraz strach widoczny w oczach niektórych protagonistów sprawiają, że obraz Rogalskiego potrafi uderzyć w czułe struny – nawet jeżeli widz nie jest świadkiem konkretnych wydarzeń. Mimo to uważam, że w pewnym momencie następuje niepotrzebne przeładowanie wątków. Oczywiście temat mordowania Żydów czy działalności sowieckiej partyzantki jest ważny, ale nie do końca umiejętnie włożony w ten film. Najbardziej za to jestem rozczarowany wątkiem trójkąta nastolatków. Spodziewałem się tutaj większego konfliktu, prawdziwej konfrontacji między młodocianym niemieckim żandarmem a polskim chłopakiem z biednej rodziny. Temat wzajemnej nienawiści nie na tle wojennych okoliczności w kontekście narodowo-okupacyjnym, a w ramach melodramatu, gdzie przedmiotem sporu są względy dziewczyny, mógłby przynieść wiele dobrego filmowi. Naprawdę szkoda, że kwestia niebezpiecznego romansu nie została w pełni wyeksploatowana.

Letnie przesilenie_autor Robert Palka 6.jpgKino Świat / fot. Robert Pałka

Finalnie jednak Letnie Przesilenie się broni. Nie najlepsza jakość nagrań dialogów, szeroko pojęta skromność realizacyjna oraz parę mniejszych niedociągnięć i tak stoją w cieniu subtelnie ujętego, ale mocno uderzającego dramatu oraz bardzo dobrej gry aktorskiej. Gdyby tylko jeszcze lepiej poprowadzić wątek miłosnego młodzieńczego trójkąta oraz skrócić pewne sceny, to z tej polsko-niemieckiej koprodukcji byłby naprawdę świetny film. A tak to dzieło Michała Rogalskiego stanowi nie więcej niż poprawny, ale jakże ciekawy i oryginalny obraz kinowy z rodzaju opowieści antywojennej. Dla koneserów niekonwencjonalnych przedstawicieli tego gatunku oraz miłośników ładnych widoków w kamerze w sam raz.

plakat letnie przesilenie .jpgKino Świat

(Głosy: )

Zobacz także:

Filmy za PRL-u wcale nie były lepsze

Karolak, Szyc, Adamczak. Tak prezentuje się lista znienawidzonych aktorów przez Janusza – konesera polskiego kina. Podczas seans…

Jedni kochają. Drudzy nienawidzą. Rodzimy rynek pracy leży i kwiczy, a polskie społeczeństwo jest podzielone na dwa, wrogie obozy już od dwóch dekad. Wszystko zaczęło się we Wrocławiu.


Kto by pomyślał, że to persona pochodzenia tadżyckiego tak dobrze zrozumie problemy Polaków. Choć sami nasi krajanie też maczali w tym palce, bo Okił Khamidow odpowiadał przede wszystkim za reżyserię, a zarys fabuły i scenariusz do pierwszych odcinków napisali m.in. Janusz Sadza i Aleksander Sobiszewski. Serial początkowo był kręcony w faktycznej kamienicy we Wrocławiu, a Polacy dowiedzieli się o niej 16 marca 1999. Tak zaczęła się pewna era w historii naszego kraju.

W mordę jeża!
Świat według Kiepskich to najdłużej produkowany i emitowany polski serial w historii, ustępujący tylko Klanowi. Jest to także jeden z najdłużej emitowanych sitcomów na świecie. Serial o rodzinie z wrocławskiej kamienicy, choć równie kultowy jak inne produkcje Polsatu (Miodowe Lata, Szpital na Perypetiach/Daleko od Noszy), różni(ł) się od większości polskich "filmów w odcinkach". Kiepscy powstali nie na licencji, a na bazie podwórkowych anegdot, dodatkowo punktując bezlitośnie przywary polskiego społeczeństwa, w tym biedniejszych rodzin. I to nieraz w chamski, wulgarny sposób.

Kiepscy korytarz.jpgPOLSAT

No i gitara!
Po latach widać, że serial początkowo cierpiał na kiepską* realizację, a sam wykreowany świat, poza pewnymi wyjątkami, nie jest do końca spójny – na tle tylu sezonów trudno się doszukiwać jakiejś ciągłości historii, logiki wątków. Sporo (przynajmniej na podstawie mojej obserwacji) zmieniło się również po 2007 roku, kiedy to Okił, jeden z ojców Kiepskich i patron serialowego telewizora, poszedł w produkcję żenujących paradokumentów, a pałeczkę po nim przejął Patrick Yoka. Niemniej to wyraziste postaci ze swoimi stałymi tekstami, niskich lotów humor – czasem odnoszący się do popkultury i historii Polski (vide publiczna-prywatna toaleta) – oraz absurdalność, nieraz bijąca na głowę Pythonów, były spoiwem polsatowskiej produkcji.

Ja nie pozwolę, żebyś pan mi burdel z mieszkania robił!
Produkcji, która podzieliła Polaków. Wiele osób widziało (jak i nadal widzi) w tym wyłącznie prostacki, kloaczny i ujmujący godności ludzkiej humor. A nawet ci, co się śmiali, wyrażali jedynie automatyczną reakcję na chichy puszczone z taśmy, w akompaniamencie z rechotem Cyca. Podobnie i ja [tak] miałem, jako dzieciak oglądający ŚwK głównie dla absurdalnych żartów, wpadającej w ucho czołówki w wykonaniu Big Cycu oraz półnagich kobiet, które co jakiś czas się przewijały na ekranie, choćby przez parę sekund.

Pan jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz…
Jednak z biegiem lat zacząłem dostrzegać mądrość płynącą z serialu. Pod warstwą niewyszukanych żartów jest skryty tragiczny obraz zwykłych ludzi, którzy muszą się mierzyć z przeciwnościami losu i okrutnym światem. Halinka, zamiast wyprowadzić się od męża, tkwi w chorym związku; Arnold Boczek, będący obiektem drwin z powodu swojej wagi, czuje się nierozumiany i wyobcowany, co tylko ciągnie go do wódki, jedzenia i erosomanii; a Marian Paździoch, człowiek wielu talentów, został zapomniany przez władzę czy inne wpływowe osoby, przez co jest zmuszony na starość mieszkać w kamienicy i – po części z powodu swoich fobii – użerać się z sąsiadami, co przyniosło mu tylko łatkę mendy. Również wszyscy bohaterowie są po części ofiarami niesprawiedliwego systemu, próbując z tym walczyć, mimo że często dostają po łbie i w kość. I chyba tylko Ferdek siedzi sobie wygodnie w swojej strefie komfortu, nie dając bynajmniej wzoru do naśladowania. Dlatego zawsze się go "bałem" i wmawiałem sobie, że nie chcę być jak głowa rodziny Kiepskich.

Paździoch strzelba.jpgPOLSAT

A żebyś pan wiedział!
I jasne, można stosować bardziej subtelne narzędzia do opowiadania mądrości życiowych; ale Świat według Kiepskich bawi i uczy jednocześnie – i aby to dostrzec, wystarczy tylko nie być głąbem i otworzyć się na szeroko pojętą twórczość, działalność artystyczną. Ale nawet bez tego serial Polsatu to już narodowy fenomen oraz kopalnia wielu gagów i cytatów. Co więcej, tak polubiłem bohaterów, że mi do dziś brakuje Babki i listonosza Edzia; a jeżeli Ryszard Kotys kiedyś odejdzie z tego świata – odpukać – to chyba zejdę na zawał, jak jego postać. Dlatego życzę twórcom i aktorom serialu kolejnych 20 lat świetnej wspólnej zabawy oraz tego, by ich dzieło było robione od serca i nadal posiadało to, z czego zasłynęło. A widzom życzę, by potrafili nie tylko się uśmiechnąć, ale i dostrzec mądre wskazówki życiowe, które mogłyby im nawet pomóc. Zwłaszcza jeżeli mają kompleksy lub nie ma w tym kraju pracy dla ludzi z ich wykształceniem.


*Wyszło mi to całkiem niechcący; nie było planowane. Naprawdę.

(Głosy: )

Zobacz także:

Hitler był lewakiem, a Bednarski prawakiem!

Dżentelmen, artysta o wielkim sercu, kochający zwierzęta oraz unikający alkoholu i papierosów. Adi – wypisz, wymaluj: prawilny c…

Mad Max 2: Wojownik Szos – recenzja

napisany przez Bednarski w lutego 10, 2019

Rzadko kiedy kontynuacje są lepsze od oryginałów. Wojownik Szos pokazuje jednak, że jak najbardziej da się zrealizować sequel idealny.


Akcja Mad Maksa 2 – w Ameryce wyświetlanego pod tytułem The Road Warrior – ma miejsce kilka lat po wydarzeniach z części pierwszej. Główny bohater (ponownie w tej roli Mel Gibson) przemierza australijskie pustynie swym Interceptorem w poszukiwaniu jedzenia i paliwa. I tak każdego dnia. Rutyna jest sposobem nie tylko na walkę z bólem po utracie bliskich, ale i przeżycie w nowym, niebezpiecznym świecie. Konflikt między mocarstwami o surowce doprowadził do katastrofy, w wyniku której cywilizacja zaczęła chylić się ku upadkowi. Widocznym tego efektem jest zniknięcie miast oraz formowanie się skupisk ludzkich w pewnego rodzaju plemiona, koczujące w dzikim terenie – na jedno z nich natrafia Max, który, dla własnego bezpieczeństwa, jest zmuszony im pomóc w wojnie z pobliskim gangiem. Mamy tu więc post-apo pełną gębą, które z pewnością pokochają m.in. fani Fallouta.

MadMax2WojownikSzos_4.jpgWarner Bros. @Steam

Zmianą na plus w stosunku do oryginału jest nie tylko surowy i dziki świat, ale również przemiana u bohatera. Choć kontynuacja jest pozbawiona wątku metamorfozy protagonisty, to Max Rockatansky już jako były funkcjonariusz jest samolubny, egoistyczny, małomówny i dbający tylko o własny interes, traktując z szacunkiem wyłącznie swojego psa – co czyni go postacią nad wyraz atrakcyjną i dla której chce się oglądać film. Ale i tak największą atrakcją tytułu są sceny kaskaderskie, czyli trzon całej serii. Pościgi stanowią ucztę dla oka i nie reprezentują tandety, przez co przyjemnie się je ogląda nawet dziś. Duża w tym zasługa faktycznej pracy ekipy na planie zdjęciowym, a nie sztucznego i oszukańczego montażu.

MadMax2WojownikSzos_1.jpgWarner Bros.

Nie znaczy to jednak, że dwójka Mad Maksa jest pozbawiona jakichkolwiek wad. Brian May (nie mylić z tym B. Mayem od Queenu) – który skomponował muzykę także do części pierwszej – już bardziej przyłożył się do swojej roboty, choć mogłoby być jeszcze lepiej. Irytujące dla mnie były także krótkie fragmenty, w których obraz został mocno przyspieszony, co wygląda wręcz karykaturalnie. Natomiast montaż całościowo poprawił się znacznie względem oryginalnej odsłony, dzięki czemu seans jest przyjemniejszy. Do kadrowania czy gry aktorskiej nie mogę też mieć zastrzeżeń.

MadMax2WojownikSzos_3.jpgWarner Bros. @Steam

Mad Max 2: Wojownik Szos jest dziełem dojrzalszym, przede wszystkim jako obraz kinowy. Ale w kontekście przedstawionego świata również – w którym nie brakuje krwi, gwałtów, a nawet dosłownego urwania głowy. Mad Max z 1981 spełnia swe zadanie jako postapokaliptyczne kino akcji. Oraz udowadnia, że zasada ”więcej, szybciej, mocniej” może się udać.

MadMax2WojownikSzos_2.pngWarner Bros.

(Głosy: )

Zobacz także:

KRÓLOWIE ŻYCIA – niebo i stereo raj, czy może skamieniałe zło? Recenzja książki

„Czy to już znasz, kochanie? Czy nie wiesz, jak to jest? Czy wierzysz im bez granic, czy zechcesz wierzyć mnie?” – zaczęli ostat…