Witaj na oficjalnej stronie Przemysława Bednarskiego!

Projekt graficzny banerów: Roland Dominik

Nie przegap:

Najpopularniejsze wpisy:

Obrona

Obrona na 3.

Kobiety w życiu Rogera Vadima – jak wpłynęły na rozwój francuskiego kina nowej fali

„Ma odwagę robić to, co chce i kiedy chce” – opisuje dojrzały mężczyzna główną bohaterkę jednego z przełomowych filmów w histori…

Trump? Nic nie znaczy

Donald Trump opuścił Warszawę w czwartek po południu. Były oklaski, wiwaty na cześć amerykańskiego prezydenta. Niektórzy chcieli…

Co z tym Auschwitz?, czyli o zmianie ustawy o IPN słów kilka

Polska, broniąc swego honoru, po raz kolejny została opluta przez światowych liderów, będąc oskarżaną o współudział w mordowaniu…

Szast, prast, cast!

Próba mikrofonu. Raz, dwa. Nic… Ponowne testowanie – i znowu niepowodzenie. W głowie BK już pojawia się myśl, że przyjechał nada…

Najnowszy podcast:

Najnowszy artykuł dla zewnętrznych stron:

Ostatnie wpisy:

Z pamiętnika studenta: politologia, rok II

napisany przez Bednarski w lipca 3, 2018

This is my first blog post.


Omówiliśmy już, czym są przypisy i kiedy należy je stosować. Teraz przyszedł czas na wyjaśnienie, jak one wyglądają w zależności od tego, jaki jest przedmiot źródła oraz funkcja odsyłacza!


Już powoli przechodzimy do budowy konkretnego przypisu. Żeby jednak poradnik był czytelniejszy, w niektórych fragmentach posłużyłem się różnymi kolorami tekstu. Na fioletowo zaznaczone są wzory przypisów, przykłady są zapisane zieloną czcionką, a czerwień dotyczy nieprawidłowych zapisów adnotacji. Ponadto, jak już wspomniałem w lidzie, zastosowałem podział przypisów na dwie odrębne kategorie: pierwszy podział ze względu na rodzaj przytoczonego źródła, oraz drugi ze względu na funkcję przypisu.

JAK TO DOKŁADNIE NAPISAĆ?

Niezależnie jednak, o jakim typie przypisu mowa, pamiętaj, że jest kilka zasad, które stosujemy do wszystkich adnotacji. Po pierwsze, w przypadku książek i artykułów z paginacją stron – czy to w postaci fizycznej, czy elektronicznej – zawsze podajemy stronę (strony) przytoczonego fragmentu pracy! (Można zrobić od tego wyjątek, ale o tym później). Jeśli chodzi o filmy czy strony internetowe, nie wskazujemy tutaj żadnych szczegółowych danych jak minuty [filmu] itp. Druga zasada to taka, że – w przeciwieństwie do bibliografii – najpierw piszemy imię, a potem nazwisko autora; a konkretniej inicjał imienia (imion) i pełne nazwisko. Kolejną zasadą jest zapisywanie tytułów publikacji kursywą! Pochylona czcionka jednak nie dotyczy tytułów stron internetowych oraz czasopism – takie nazwy wkładamy w cudzysłów. Poszczególne elementy adnotacji – autor, tytuł itd. – oddzielamy przecinkiem, a każdy przypis kończymy kropką. A jeśli chodzi o autora tłumaczenia czy nazwę wydawnictwa, nie ma obowiązku podawania ich w przypisie (gdy chodzi o mnie, to ja, ze zwykłego przyzwyczajenia, zapisuję domy wydawnicze, co zauważycie w poniższych przykładach).

A teraz, skupmy się wreszcie na pierwszej kategorii przypisów, wymieniając po kolei najczęstsze rodzaje źródeł:

Książka jednego autora

Jak sama nazwa wskazuje, jest to praca napisana przez pojedynczą osobę. I nie ma znaczenia, czy jest to monografia, czy opracowanie – grunt, żeby wydanie tej pracy było zwarte, tj. niewchodzące w skład zbioru, antologii itp. A wzór przypisu do takich źródeł wygląda następująco:

I. Nazwisko, Tytuł książki, Nazwa Wydawnictwa, Miasto rok wydania, s. X.

Zwróć uwagę na kilka rzeczy. ”I.” oznacza "inicjał imienia". Miasto i rok wydania traktuje się jako jeden cały składnik przypisu, dlatego nie oddziela się ich przecinkiem. I żeby było jasne, miasto to miejscowość, w którym znajduje się siedziba danego wydawnictwa, a rok publikacji zapisujemy wg wzoru RRRR. Ponadto podajemy rok dotyczący tego egzemplarza, z którego korzystamy – nie ma znaczenia, czy to wydanie pierwsze/drugie/trzecie, poprawione lub zagraniczne w stosunku do oryginału: interesuje nas tylko data publikacji tego konkretnego wydania, które trzymamy w dłoniach. Natomiast literka ”s.” to skrót od strony. Jeśli przytoczony fragment znajduje się na kilku stronach z rzędu, zapisujemy "s. X-Y" – a gdy w kilku różnych miejscach tej samej książki, to wtedy: "s. X-Y i Z". (Można też napisać "oraz", to nie ma większego znaczenia). Pamiętaj też, o czym pisałem wcześniej: nie ma obowiązku zapisywania wydawnictwa (a numeru wydania nigdy nie zapisujemy!).

Rzućmy teraz okiem na kilka przykładów:

P. Bednarski, Polityka Zagraniczna PRL-u w Dobie Zimnej Wojny, Kraków 2014, s. 29-31.

H. Ćwięk, Przeciw Abwehrze, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2001, s. 169.

Większość z opisanych wyżej zasad stosujemy w kolejnych przypisach.

Książka kilku autorów

Jak wyżej – jednolita publikacja, tyle że napisana przed dwie lub więcej osób. Wzór wygląda niemal identycznie jak w powyższym przykładzie:

I. Nazwisko pierwszego autora, I. Nazwisko drugiego autora (itd.), Tytuł książki, Nazwa Wydawnictwa, Miasto rok wydania, s. X.

Tu również najpierw podajemy najpierw nazwiska z inicjałem imienia, a potem tytuł pracy. Jeśli chodzi o kolejność autorów, zawsze stosujemy chronologię alfabetyczną nazwisk! Godności poszczególnych osób oddzielamy oczywiście przecinkami – jak widać niżej.

K. Lee, C. Seda, Reklama w wyszukiwarkach internetowych. Jak planować i prowadzić kampanię, Wydawnictwo HELION, Gliwice 2010, s. 115.

Praca zbiorowa (artykuł w pracy zbiorowej)

Kolejny rodzaj źródła – wbrew pozorom jednak nie jest tym samym co książka kilku autorów. Chodzi o to, że na pracę zbiorową składają się artykuły kilku, a niekiedy nawet i kilkunastu autorów. Wszystkie te teksty są, w pewnym sensie, pisane pod opieką jednego, dwóch lub trzech redaktorów. Sama redakcja (naukowa) nie jest więc zbiorowym autorem (choć nic nie stoi na przeszkodzie, by parę artykułów w pracy zbiorowej napisał któryś z redaktorów), a po prostu zespołem, który nadzoruje działania pozostałych twórców i niejako ponosi odpowiedzialność za końcowy efekt całości. Z tego powodu pojedynczy artykuł można by już uznać za samodzielne dzieło. Dlatego też pracy zbiorowej nie uznaje się za wydanie zwarte – mimo że wszystkie tytuły są zbliżone do siebie tematycznie i zostały wydane pod jednym "szyldem".

Niestety rodzi to za sobą pewnie komplikacje, patrząc z perspektywy przypisu od/do książki jednego autora. Po pierwsze, w omawianej teraz adnotacji wskazuje się przede wszystkim pojedynczy artykuł. Przede wszystkim, bo jakkolwiek by się nie traktowało pomniejszych autorów, nie zwalnia nas to z obowiązku podania tytułu pracy zbiorowej, skąd pochodzi dany artykuł. Kolejną komplikacją, w stosunku do wcześniej wymienionych przypisów, jest zapis książki – tu: pracy zbiorowej – różniący się trochę kolejnością poszczególnych elementów. Żeby to zobrazować, posłużę się wzorem:

I. Nazwisko autora artykułu, Tytuł artykułu, [w:] Tytuł pracy zbiorowej, red. I. Nazwisko jednego redaktora, I. Nazwisko drugiego redaktora (itd.), Nazwa Wydawnictwa, Miasto rok wydania, s. X.

Jak widzicie, pomniejsza część, czyli pojedynczy artykuł, ma tu pierwszeństwo. Żeby zaznaczyć, że wchodzi on w skład większej całości, po tytule artykułu piszemy przecinek oraz "w" włączony w nawias kwadratowy (wraz z dwukropkiem, ale jeszcze przed nawiasem domykającym), a po tym wszystkim: tytuł całej książki, czyli pracy zbiorowej. Redakcja pracy jest więc zepchnięta na dalszy plan, i to dosłownie, bo po tytule pracy (oddzielając przecinkiem) piszemy "red." – co oznacza właśnie redakcję – i nazwisko (nazwiska) składu redakcyjnego. Pamiętajcie, że nazwa redaktora ma taki sam schemat jak w przypadku tradycyjnego autora, czyli inicjał imienia (imion), a potem dopiero pełne nazwisko. Jeśli redaktorów jest więcej niż jeden, to robimy tak jak w przypadku książki wielu autorów – stosujemy kolejność alfabetyczną i oddzielamy nazwiska przecinkami. Reszta przypisu bez zmian. A całość na żywo prezentuje się tak:

J. Bańbor, D. Radziwiłłowicz, Współpraca Reichswehry i Armii Czerwonej w latach 1920-1933. Zarys problematyki, [w:] Dawna a Nowa Rosja (z Doświadczeń Transformacji Ustrojowej), red. R. Jurkowski, N. Kasparek, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2002, s. 184.

M. Krzanicki, Zabawa znaczeniami. Przetwarzanie fotografii prasowej w kulturze memów (internetowych), [w:] ZMIANY MEDIALNE I KOMUNIKACYJNE. W stronę innowacyjności, red. K. Kopecka-Piech, Wydawnictwo Naukowe Katedra, Gdańsk 2015, s. 163-164.

Artykuł w czasopiśmie

Sposób tworzenia przypisów tutaj nie różni się znacznie od tego, co przeczytaliście śródtytuł wyżej. Wiadomo – czasopismo, nie tylko naukowe, na swój sposób również jest pracą zbiorową, tyle że wydawaną cyklicznie i posiadającą numer ISSN. A wzór prezentuje się następująco:

I. Nazwisko autora artykułu, Tytuł artykułu, [w:] "Tytuł Czasopisma", red. I. Nazwisko redaktora, numer wydania, s. X.

Jak pewnie zauważyliście, nazwa tytułu prasowego nie została zapisana kursywą, a włożona w cudzysłów – i nie jest to błąd. [Nazwisko] redaktor[a] oznacza oczywiście redaktora naczelnego czasopisma (ale jego/ją można bez problemu pominąć w przypisie, jak i w bibliografii). Natomiast wydawnictwo (wydawcę) zawsze pomijamy, za to musimy wskazać numer danego wydania czasopisma. Numerowanie może być różne – np. nieprzerwanie od pierwszego wydania (CDA nr 119) lub w obrębie roku kalendarzowego (12/05) – wszystko zależy od tego, jakie zasady przyjęła redakcja/wydawca danego pisma.

M. Juza, Memy internetowe – tworzenie, rozpowszechnianie, znaczenie społeczne, [w:] "Studia Medioznawcze", nr 4 (55) 2013, s. 57-59.

 

Hasło w encyklopedii, słowniku

 

Strona internetowa

Portale i inne treści w sieci WWW są jeszcze dosyć nowym medium, a co za tym stoi – w polskiej bibliografii nie przyjął się jeden, uniwersalny wygląd przypisów odsyłających do tego typu źródeł. Niemniej jest pewien zapis, który jest dosyć popularny – i który ja również stosuję – można więc jak najbardziej śmiało i bez żadnych obaw stosować się wobec niego. Wzór przypisu przedstawia się tak:

I. Nazwisko autora artykułu, Tytuł artykułu, "Nazwa strony WWW", [online] link [dostęp data].

Na pierwszy rzut oka przypomina to przypis odnośnie czasopisma – podobnie jak tam, tak i tu tytuł większej całości, czyli portalu internetowego, zapisujemy w cudzysłowie. Jednak między artykułem a stroną WWW pomijamy składnik "[w:]", gdyż budowa Internetu ma charakter hipertekstowy – a co za tym idzie, nie ma też stronic, a przynajmniej w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. W przypisie takim również pomijamy całkowicie nazwisko redaktora naczelnego i wydawcy (nawet jeśli są znani); za to musimy wkleić adres URL oraz wskazać datę ostatniego wejścia na wymienioną stronę przy pisaniu danego przypisu. Co do daty, proponuję zapis "DD.MM. RRRR" lub "DD.MM.RR." – ale jak już wybierzecie jeden, to pamiętajcie, by ten sam schemat stosować przy kolejnych przypisach odnośnie stron internetowych! Co do adnotacji jeszcze, to adres URL wstawiacie pomiędzy słowami "online" a "data dostępu" – oba ta słowa wkładacie w nawiasy kwadratowe.

 

Przykład:

 

Akt prawny

 

Film

 

Gra

(Głosy: )

Zobacz także:

Jak robić przypisy?, czyli przepis na poprawną pracę dyplomową, część 1 – wprowadzenie

Już wkrótce po sesji – a może dopiero we wrześniu czy za rok – czeka cię obrona pracy licencjackiej lub magisterskiej, a twój pr…

Polacy na to nie zasłużyli

napisany przez Bednarski w czerwca 29, 2018

To był piękny gol, w pięćdziesiątej dziewiątej minucie. Szkoda tylko, że piłka trafiła nie do tej bramki co powinna.


Stało się. Oj, Polaczki, stało się, i to coś okropnego – nie można tego ukrywać – drużyna Adama Nawałki nie przeszła do finałów rosyjskiego mundialu. Plamy na honorze nie zmyła nawet bramka strzelona przez Bednarka.

Jakim honorze? Powiedziałem ”honorze”!? W życiu czegoś takiego polska drużyna piłkarska nigdy nie miała! Serio, w sporcie ogółem nie ma czegoś takiego jak honor – w zawodach liczą się tylko dwie rzeczy: fair-play i skuteczność. Historię piszą zwycięzcy – tak samo tabelę wyników ustanawiają mistrzowie.

Polska-Senegal.jpgPZPN

Nam niestety daleko do mistrzowskiej precyzji. Owszem, w obecnym składzie nie brakuje talentów – taki Lewandowski, Krychowiak czy potężny Pazdan to naprawdę dobrzy zawodnicy. Szkoda tylko, że w pojedynkę. Od kilku, jeśli nie kilkunastu lat, można zauważyć u polskiej reprezentacji dwa charakterystyczne style gry: wyjebka na drużynę i szybkie zniechęcenie. Schemat jest niemal zawsze ten sam: pierwsze 10-15 minut potrafimy przejąć inicjatywę, działamy szybko i zwarcie, generalnie pokazujemy, że nam zależy. Jednak wraz z każdą kolejną minutą entuzjazm gaśnie: ruszamy się jak mucha w smole, gubimy piłkę, zwłaszcza po stracie bramki. To raz, a dwa: nie potrafimy działać wspólnymi siłami, jako jedna drużyna. Sami niektórzy piłkarze po przegranych meczach niechętnie przyznawali, że nie było pełnej zgody co do gry, niejako sugerując, że nie mogli się po prostu dogadać na murawie.

Co jest tego przyczyną? Złe treningi? Słaba charyzma selekcjonera i kapitana drużyny? Rywalizacja wewnątrz drużyny? Źle rozpisana taktyka na mecz? Nie mam pojęcia, nie mam zamiaru bawić się w eksperta. Ale jedno jest pewne: trzeba wziąć się w garść i uważnie nakreślić plan działania na przyszłość – a kubeł zimnej wody w postaci porażki z Senegalem i Kolumbią to doskonała okazja na poważne zmiany w reprezentacji. Nawet jeśli miałyby się wiązać z wywaleniem Nawałki i 3/4 obecnego składu piłkarzy.

Podobna postawa przydałaby się także kibicom biało-czerwonych. A co zamiast tego robią? Witają powracających zawodników godną pożałowania śpiewką ”Nic się nie stało”, łasząc się i żebrząc o autografy. Nasi piłkarze powinni dostać porządnego plaskacza, a nie pseudo-górnolotnych wiwatów. Już nie wspomnę o podniecaniu się myślą, że obecni mistrzowie świata – Niemcy – odpadli z fazy grupowej. To takie prostackie. I polaczkowate.

Nie mniej polaczkowata jest próba ukrycia kompleksów pod płachtą martyrologii i mitycznej walki o godność. Zupełnie jak w stereotypowym patriotyzmie – uwielbiamy hołdować klęskom i czekać na cud, za każdym razem śpiewając ”Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce” lub ”Polacy, nic się nie stało!”. Samym głaskaniem małego dziecka, jakim jest polska reprezentacja, nie sprawi się, że zacznie ono podnosić się po upadku.


Jedna z organizacji o charakterze nacjonalistycznym porównała biało-czerwonych do… przereklamowanych husarzy czy powstańców z początku XX wieku walczących o niepodległość. xD

Przestańmy w końcu stawiać naszych w roli Chrystusa mundialu, mesjasza cierpiących UEFA EURO; a zacznijmy wreszcie mówić im wprost, co jest nie tak – bo ostatnio piłkarze zagrali do dupy, nazywając rzeczy po imieniu. Ale bez popadania w skrajności w drugą stronę, bo od życzeniowego myślenia gorsze jest tylko narzekanie na udział naszych piłkarzy w licznych reklamach czy imprezach – co jedno i drugie jest przecież normą u popularniejszych sportowców (prawie-że) światowego formatu. Hejt jest zły, to prawda, ale mamy prawo oczekiwać od zawodowych piłkarzy chociażby stopniowej niezawodności – nawet gdyby pewne słowa okazały się bolesne. Słowem, kibicowanie musi mieć w sobie coś z racjonalności, a przywiązanie do danej drużyny nie powinno być bezgraniczne i ślepe.

Lewandowski i spółka sobie zasłużyli. Zasłużyli na przedwczesne wyjście z turnieju, podobnie jak NIE zasłużyli – sport to rywalizacja, adrenalina, wielkie pieniądze i walka o pierwsze miejsce, a nie jakaś wyimaginowana, z góry założona wartość, prowadząca do mityzacji meczów. Polacy nie przeszli do finałów, bo byli po prostu za słabi – i tyle. Natomiast nie zasłużyli oni na wdzięczność bezmyślnych fanatyków piłkarskiego cierpienia.

JBwA-SM.jpgJak Będzie w Akapie – Sekcja Memów

(Głosy: )

Zobacz także:

Trump? Nic nie znaczy

Donald Trump opuścił Warszawę w czwartek po południu. Były oklaski, wiwaty na cześć amerykańskiego prezydenta. Niektórzy chcieli…