Witaj na oficjalnej stronie Przemysława Bednarskiego!

Projekt graficzny banerów: Roland Dominik

Nie przegap:

Najpopularniejsze wpisy:

Wyzbyłem się tej choroby

Chcę zdychać powoli, chcę czuć, że mnie to wszystko boli. Chcę zdychać w takich męczarniach, że nawet morfina nie będzie mi w st…

Mam problem z tęczą

Homopropaganda? Gender lobby? Zakamuflowana opcja gejowska? Oddajcie sprawiedliwość i Żydom, zanim wielka moc Izraela sama się o…

Jak robić przypisy?, czyli przepis na poprawną pracę dyplomową, część 1 – wprowadzenie

Już wkrótce po sesji – a może dopiero we wrześniu czy za rok – czeka cię obrona pracy licencjackiej lub magisterskiej, a twój pr…

Częstochowa na zdjęciach – dziś i sto lat temu

Gotowi na podróż w czasie??

Bracia Golec – jak oni nas, kurde, nienawidzą

„Dzień Dobry. Proszę o niezwłoczne usunięcie treści które są chronione prawami internetowymi zespołu Bliźniak iOrkiestra na tym …

Najnowszy podcast/recenzja:

Najnowszy artykuł dla zewnętrznych stron:

Ostatnie wpisy:

Bohemian Rhapsody – recenzja filmu

napisany przez Bednarski w listopada 6, 2018

Sacha Baron Cohen – znany przede wszystkim jako filmowy Borat – początkowo miał zagrać Freddiego Mercury'ego w najnowszej produkcji Bryana Singera. Cieszy jednak fakt, że wybór ostatecznie padł na Ramiego Maleka.


Gwiazdor serialu Mr. Robot odwalił kawał świetnej roboty w sportretowaniu wokalisty Queen – sposób mówienia, kocie, żywe ruchy oraz szeroko pojęty styl zostały żywcem wyjęte z sylwetki Freddiego; podobnie wygląd. W ogóle charakteryzacja w recenzowanym filmie to majstersztyk, co widać zwłaszcza po aktorach odgrywających role pozostałych członków zespołu, czyli Briana, Rogera i Johna.

BR_3.jpgImperial CinePix

Ale to nie przywiązanie do detali wizualnych, a muzyka oraz żywiołowość stanowią o sile Bohemian Rhapsody. Oprócz tytułowego utworu, w filmie usłyszymy inne klasyki Queenu, jak We Will Rock You, We Are The Champions czy Radio Ga Ga. Montaż, gra świateł, kadrowanie i inne aspekty technicznej realizacji stoją na naprawdę wysokim poziomie i służą za motor napędowy recenzowanej produkcji – i to niemal dosłownie, bo film reżysera serii X-Men momentami przypomina kalejdoskop historii brytyjskiego zespołu. Najbardziej epickim fragmentem jest za to scena odtwarzająca pamiętny występ kwartetu na charytatywnym koncercie Live Aid z 1985 na Wembley. Co tu dużo pisać – po prostu cudo i trzeba to samemu zobaczyć (i posłuchać). Aż żałuję, że nie byłem na filmie w IMAKSIE.

Bohemian Rhapsody niestety nie jest bez skazy. Parę fragmentów jest nierównych, w porównaniu do reszty filmu – jak choćby scena konferencji prasowej muzyków Queen. W czasie seansu odnotowałem też co najmniej jedną rażącą niezgodność z faktami. Mój największy zarzut dotyczy jednak błahego potraktowania intymnego życia Mercury'ego – mam tu na myśli zarówno jego biseksualizm, jak i dramat w postaci niszczejącej choroby. Wątki te zostały nie tylko szybko urwane, ale i niejako w płytki sposób poprowadzone. Jeżeli spodziewaliście się drugiego filmu Filadelfia, tylko w wydaniu muzyczno-rozrywkowym, to się mocno zawiedziecie. Z tego też powodu zakończenie recenzowanego tytułu – choć miłe dla oka i ucha – może rozczarować i pozostawić pewien niedosyt.

BR_8.jpgImperial CinePix

Podsumowując: omawiana produkcja nie jest tytułem idealnym – to najzwyczajniej w świecie dobry, poprawnie zrealizowany film. Jednak magia płynąca z muzyki oraz gry aktorskiej Maleka ostatecznie sprawia, że trzymanie się filmowych ram nie jest najważniejsze, a widz przymyka oko na liczne uproszczenia fabularne. Jeżeli lubisz i kojarzysz największe hity Queenu, to warto wybrać się do kina na ten film – również w wypadku, kiedy jesteś największym fanem, i to mocno uczulonym na wszelkie przekłamania. Bohemian Rhapsody może nie jest najsolidniejszym pomnikiem postawionym na cześć Freddiego i jego przyjaciół, ale na pewno uroczą laurką wykonaną od serca.

(Głosy: )

Zobacz także:

Kozacki wywiad

„Nigdy media nie wypromują muzyki, nad którą trzeba się zastanowić – bo inaczej się nie sprzeda. Jeśli ktoś się sugeruje, że med…

Z pamiętnika studenta: dziennikarstwo, lat dwa

napisany przez Bednarski w października 23, 2018

Tu powinien być jakiś lid zachęcający do czytania. Ale nie umiem pisać dobrych lidów. A to śmieszne, bo przecież studiowałem dziennikarstwo.


Będę szczery: nie do końca traktowałem poważnie tych studiów, podczas rejestracji i składania dokumentów. Miałem już przecież tytuł magistra, a polityka mnie bardziej kręciła niż dziennikarstwo ogółem, choć miałem już pewne doświadczenie w blogowaniu i prowadzeniu portali internetowych. Zależało mi głównie na zniżkach studenckich oraz dokupieniu piasku do klepsydry, która odmierzała czas do dorosłości. O dziwo jednak zakup ten nie oznaczał wyrzucenia pieniędzy i czasu w błoto.

Nie mam zamiaru tutaj opisywać szczegółowo moich dwóch lat na WNSie; tak samo nie chciałbym pisać o mojej trzeciej uczelni w superlatywach czy na odwrót. Zaskoczyło mnie jednak kilka rzeczy. Oprócz przyjaznej atmosfery czy różnych zajęć – jednych gorszych i zbędnych, drugich lepszych i naprawdę przydatnych – nigdy nie sądziłem, że te studia w pewien sposób nakreślą kierunek mojej przyszłości, głównie zawodowej. Jest to oczywiście nie tylko zasługa koleżanek i kolegów z roku, u których z części już wieloletnia działalność blogerska mnie zainspirowała, ale także samych prowadzących, którzy – pomimo braku odpowiednich narzędzi i małej liczby zajęć – próbowali na warsztatach i pracowniach dziennikarskich zachęcić studentów do pójścia w tym kierunku.

Jedną z osób, która miała na mnie pośredni wpływ, jest red. Zbigniew Markowski – którego erudycyjne przemowy na przedmiocie Dziennikarstwo Internetowe zachęciły mnie do założenia niniejszego bloga. Choć strona lada chwila skończy dopiero półtora roku, miesięczne wyświetlenia wpisów ledwo przekraczają tysiąc, a liczba polubień na Facebooku liczy niecałe 150 (o innych profilach społecznościowych lepiej nie wspominać), to cieszę się, że z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej, oraz że – pomimo paru przestojów – ja i moja działalność rozwijają się w dobrym kierunku. Jest to więc pierwsza osoba, której należy się z mojej strony „Dziękuję”.

Dzięki tym studiom mogłem zrealizować również dwa ważne dla mnie projekty. Pierwszy, bardzo nieoczywisty, to praca magisterska nt. memów internetowych jako narzędzia marketingowego. Każdy mi mówi, że temat bardzo ciekawy i fajny – oraz, co muszę przyznać, bliski moim zainteresowaniu (sercu?). To wszystko, plus ciężka praca i oryginalność tematyki, sprawiło, że uzyskałem na dyplomie piątkę. Po raz pierwszy (w końcu do trzech razy sztuka, co nie?). Z tej okazji podziękowania dla prof. dr. hab. Stanisława Michalczyka, promotora, oraz dr Katarzyny Brzozy, która również pomogła mi przy pisaniu pracy (pozdrawiam także dr. hab. Marka Mazura, który przewodniczył komisji na obronie). Oczywiście byłoby niesprawiedliwe, gdybym pominął osoby z badanych firm, które zrobiły wszystko, bym uzyskał odpowiedzi, potrzebne przecież dla celów naukowych. Tutaj przede wszystkim podziękowania należą się firmom Krupnik, Zakład Przemysłu Drzewnego i Karedent oraz panu Grzegorzowi, kontaktującemu się w imieniu PHU Imet.

Drugim natomiast projektem był reportaż, stanowiący zaliczenie jednego z przedmiotów u red. Jacka Dokutowicza. Wspólnie z moim imiennikiem, Przemkiem Krawcem, założycielem portalu Skoki24.pl, zdecydowaliśmy się na formę filmową; ja od siebie natomiast dorzuciłem pomysł lekko fabularyzowanej formuły, co – jakby nie spojrzeć – stanowi nasz debiut pod kątem filmowym (sam też zacząłem pisać nowy scenariusz, tym razem do stuprocentowej fabuły). Realizacja tego nie była łatwa i trochę przeciągnęła się w czasie, ale ostatecznie reportaż został ukończony i w pełnej formie ukazał się 21 lipca tego roku. Dlatego też serdeczne podziękowania dla Przemka za współprodukcję oraz wszystkich innych osób, które zgodziły się wystąpić przed kamerą lub w inny sposób nam pomogły. Całość możecie obejrzeć poniżej:

Na sam koniec, by już nie zanudzać, zbiorcza lista osób, dzięki którym te dwa lata były miło i oryginalnie spędzonym czasem. Bez zbędnego przedłużania – serdeczne podziękowania dla:

Marka Chylińskiego, Marcina Twaroga, Grażyny Kuźnik i Jacka Filusa za inspirujące zajęcia z warsztatu/pracowni dziennikarskiej

dr Magdaleny Ślawskiej, dr Patrycji Szostok, Zbigniewa Markowskiego i dr. Dariusza Krawczyka, również za ciekawe prowadzenie przedmiotów

Karoliny D., Natalii M., Oli P., Kamila P. i Pawła Pisarka za wniesienie dyskusji na zajęciach na wyższy poziom (oraz zniechęcanie nauczycieli do losowego odpytywania z powodu zbiorowego milczenia)

Magdy B., Marleny C., Krzysztofa G., Neli J., Rafała Klimy, Mateusza L., Kamila Świszczorowskiego i Gabrysi W. za pracę na rzecz całego roku

Adriana F., Olka K., Eryka N. i Krzyśka W. za to, że nie można było się nudzić na zajęciach

Rolanda L. za dbanie o to, żeby fejsbukowa grupka żyła i była zabawna

Łukasz Hyra – chciałem Ci coś powiedzieć…

Krzyśka Matyszczaka wiadomo, za co…

Kasi K. za ciekawe, prywatne rozmowy

Mateusza H. za niejedno wyjście na piwo

Serhiego A., Justyny G., Patrycji N., Tolii Pikaliuka, Michała Sz., Marka Trembaczowskiego i Pawła Zdziarskiego za wiele ciekawych rozmów, jak i współpracę przy różnych prezentacjach i innych dużych zadaniach na zajęcia

Claudii S. i Weroniki Z. również za współudział przy projektach zaliczeniowych

Aleksandry "Cieśli" Cieślińskiej, Pawła Czechowskiego i Szymona Musialika za pozytywny klimat (zarówno na żywo, jak i na grupie) oraz pewien wkład w funkcjonowanie naszego roku (przy okazji życzę dużo sukcesów w dalszej karierze!)

Adama "Attaché" Dąbrowskiego, Dominika Łowickiego, Huberta Morawskiego i Roberta Poloczka za interesujące rozmowy, rozruszanie nudnych zajęć, śmieszkowy content [na grupie] oraz współpracę przy różnych projektach i/lub pomoc przy realizacji mojego reportażu (życzę Wam także dalszych sukcesów na ścieżce zawodowej)

Skoro o reportażu mowa, ponowne podziękowania dla Przemka Krawca (dzięki także rozmowy w pociągach i współpracę przy prezentacjach)

Bartka Kormaniaka za współpracę przy Danger Topic ZoneCast i kilku projektach na studia, liczne rozmowy oraz wspólną naukę do obrony

Agnieszki G. również za przeżywanie wspólnych trudów przed obroną pracy

Wszystkiego dobrego na ścieżkach zawodowo-hobbystycznych życzę Agnieszce Pawełek, Ani i Grzegorzowi Wagnerom oraz wszystkim innym koleżankom i kolegom z roku, którzy od wielu miesięcy czy nawet lat udzielają się pod kątem dziennikarskim, artystycznym bądź blogerskim

Specjalne pozdrowienia wędrują także do Natalii Ciastko, Ewy G., Norberta Kozaka i Maćka S.

Wiem, że cały wpis brzmi strasznie sztampowo, śmiesznie i w ogóle najgorzej, ale serio – nie ma tutaj ani grama złośliwości, ironii czy jakiegokolwiek żartu. Nie traktujcie jednak tego też śmiertelnie poważnie. Niemniej wszystkie podziękowania i pozdrowienia są szczere. Ponownie wielkie dzięki. I jeszcze o mnie kiedyś usłyszycie. Do następnego!

(Głosy: )

Zobacz także:

Komiksowy zawrót głowy, czyli Marvel do porzygu

Był taki pomysł: żeby zebrać grupę nieprzeciętnych jednostek. Sprawdzić, czy narodzi się nowa jakość.

CD PROJEKT, DAWAJ MOJE STO MILIONÓW!!

napisany przez Bednarski w października 4, 2018

Buc, cham, prostak, idiota nieznający zasad rynku, hejter plujący na specyficzną grupę fanów uniwersum. Czyli typowy zwolennik CD PROJEKT RED w awanturze z Sapkowskim.


Od dwóch dni wrze w polskim internecie. Business Insider jako jeden z pierwszych poinformował o piśmie prawników Andrzeja Sapkowskiego, autora Wiedźmina, do zarządu CD Projekt, czyli właściciela i producenta gier z białowłosym zabójcą potworów, na podstawie książek AS-a właśnie. W liście przedstawiciele 70-letniego pisarza domagają się blisko 60 mln zł, w związku z wyrównaniem "brakującego" wynagrodzenia za użyczenie licencji developerowi gier wideo. Kurs CDP S.A. zaliczył spadek, a w sieci wybuchło od komentarzy. Czytając jednak niektóre, można stwierdzić, że doszło wręcz do wybicia szamba.

Panżej od jakiegoś czasu nie jest ulubioną postacią wśród części fanów Wiedźmina, czy odbiorców kultury w ogóle. Słowa Sapkowskiego, o growych adaptacjach przygód Geralta, które miały narobić mu smrodu, lub na temat graczy komputerowych jako nieinteligentnych, są chyba każdemu znane. Co prawda, nie znam osobiście pana Andrzeja, ale podobno ma ciężki charakter i trzeba przyznać, że bywa kontrowersyjny – a jeśli już coś mówi w formie żartu, ironii, to nie zawsze jest rozumiany. Domaganie się 60 mln złotych od CD Projektu RED ma być kolejnym potwierdzeniem na roszczeniowość i wybujałe ego Sapka.

fake_tweet_Piechociński.pngZbliżeniowy

Szkoda, że mało kto potrafi przeczytać różne newsy i artykuły do końca, które wyjaśniają, że prawnicy pisarza powołują się na art. 44. ustawy o prawie autorskim z 1994 r. Artykuł ten mówi o tym, że „w razie rażącej dysproporcji między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcy, twórca może żądać stosownego podwyższenia wynagrodzenia przez sąd”. No właśnie, MOŻE – Sapkowski ma do tego pełne prawo. Jak najbardziej zgodnie z prawem.

Najbardziej obrażeni gracze nawet tego nie rozumieją i odbierają AS-owi prawo do sięgnięcia po dodatkowe wynagrodzenie, powołując się przy tym na argumenty z dupy, używając dosadnego języka. Nie, nie ma znaczenia, że w 1997 i 2002 roku Sapkowski wziął pieniądze z góry. Nie ma znaczenia, że gry przełożyły się pozytywnie na sprzedaż książek. Nie, art. 44. nie pojawił się dopiero w jednej z nowelizacji z 2015, jak twierdzą niektórzy. I nie, tak samo prywatna, osobista natura charakteru Panżeja nie ma nic do rzeczy. Buc, nie buc, ma prawo zarabiać na swoim dziele i jego adaptacjach.

Niektórych jednak faktycznie ponosi fantazja, ględząc coś o tym, że na miejscu Sapkowskiego nie domagaliby się pieniędzy, gdyby mieli taką możliwość (skwituję to chłodnym uśmieszkiem), albo szukając analogii choćby w sprzedaży starego auta za półdarmo, które po jakimś czasie schodzi na aukcji za miliony dolarów. Porównanie nietrafione, bo gotowe samochody nie podlegają prawom autorskim (co innego patent lub logo/marka). Zazwyczaj życie artysty (twórcy) to ciężki kawałek chleba; tak więc w tym wypadku nagroda za stworzenie historii Geralta z Rivii w postaci dodatkowych pieniędzy jest jak najbardziej słuszna. A słowa, że za globalnym sukcesem Wiedźmina stoi tylko CD Projekt RED, są częściowo prawdą. Sapkowski, mimo że tylko użyczył świata i postaci, nadal jest jednym z ojców sukcesu Wiedźmina, również w przypadku gier.

Wiem coś o tym, bo sam jestem twórcą. Nie chodzi nawet o prace na studiach czy wpisy na tym nieatrakcyjnym blogu – jakiś czas temu zacząłem "eksperymentować" z krótkometrażowymi filmami (patrz niżej), próbuję także (jak na razie z wielkim trudem) skończyć pierwszą powieść. Nawet jeżeli nie będę miał z tego realnych korzyści finansowych lub sławy, chciałbym jednak, żeby wkład w moją działalność był traktowany z szacunkiem – zarówno przez innych autorów, jak i czytelników (odbiorców). Mało kto potrafi zrozumieć, że pozostali, uczciwie działający twórcy mają dokładnie takie same oczekiwania. Nawet ten znienawidzony Sapkowski.

Nie twierdzę też jednak, że Panżej jest święty i mu się wszystko bezgranicznie należy. Sprawa jest naprawdę dyskusyjna, bo przecież do dziś nie znamy szczegółów wszystkich umów między pisarzem a studiem developerskim, a podana przez prawników kwota może się wydawać wygórowana i nieadekwatna do "realnej krzywdy". A co do samego Sapka: fakt, mógł wykazywać większe zainteresowanie wszelkimi adaptacjami jego wiedźmińskich dzieł. Mógł próbować dogadać się wcześniej z CD Projektem ws. pieniędzy. I mógł nie dawać powodów fanom, by ci odwracali się od niego. Ponadto, niektórzy prawnicy wskazują, że słynny ostatnio artykuł 44 nie ma zastosowania wobec dzieł zależnych (a są nim przecież gry wideo z Białym Wilkiem). Niemniej, i tak pewnie dojdzie wcześniej do ugody; a nawet jeżeli faktycznie sprawa wyląduje w sądzie – to on zadecyduje, która ze stron sporu ma rację. Ale jak wiedźmini mają prawo do godnego i szczęśliwego życia, tak samo twórcy adaptowanych dzieł mają prawo do kawałka tortu, choćby minimalnego, nawet po latach. Również chamy i prostaki. Pamiętaj o tym, krzyczący internauto. Może ta wiedza ci się kiedyś przyda w życiu.

(Głosy: )

Zobacz także:

Pięć warunków, żeby netfliksowy Wiedźmin odniósł sukces

Stało się: Platige Image Tomka Bagińskiego wspólnie z Netfliksem wyprodukuje serial o Wiedźminie. Choć od wielu miesięcy i lat s…