Witaj na oficjalnej stronie Przemysława Bednarskiego!

Projekt graficzny banerów: Roland Dominik

Nie przegap:

Najpopularniejsze wpisy:

Częstochowa na zdjęciach – dziś i sto lat temu

Co łączy Jasną Górę, aparat fotograficzny oraz studia?

Bracia Golec – jak oni nas, kurde, nienawidzą

„Dzień Dobry. Proszę o niezwłoczne usunięcie treści które są chronione prawami internetowymi zespołu Bliźniak iOrkiestra na tym …

Polacy na to nie zasłużyli

To był piękny gol, w pięćdziesiątej dziewiątej minucie. Szkoda tylko, że piłka trafiła nie do tej bramki co powinna.

Moja (nie)Przyjazna Komunikacja

Grill na Ligocie w Katowicach należał do udanych. Po skończonej imprezie, spiesząc się do domu, biegłem na ostatni tramwaj. Jacy…

Komiksowy zawrót głowy, czyli Marvel do porzygu

Był taki pomysł: żeby zebrać grupę nieprzeciętnych jednostek. Sprawdzić, czy narodzi się nowa jakość.

Najnowszy podcast/recenzja:

Najnowszy artykuł dla zewnętrznych stron:

Ostatnie wpisy:

Mad Max 2: Wojownik Szos – recenzja

napisany przez Bednarski w lutego 10, 2019

Rzadko kiedy kontynuacje są lepsze od oryginałów. Wojownik Szos pokazuje jednak, że jak najbardziej da się zrealizować sequel idealny.


Akcja Mad Maksa 2 – w Ameryce wyświetlanego pod tytułem The Road Warrior – ma miejsce kilka lat po wydarzeniach z części pierwszej. Główny bohater (ponownie w tej roli Mel Gibson) przemierza australijskie pustynie swym Interceptorem w poszukiwaniu jedzenia i paliwa. I tak każdego dnia. Rutyna jest sposobem nie tylko na walkę z bólem po utracie bliskich, ale i przeżycie w nowym, niebezpiecznym świecie. Konflikt między mocarstwami o surowce doprowadził do katastrofy, w wyniku której cywilizacja zaczęła chylić się ku upadkowi. Widocznym tego efektem jest zniknięcie miast oraz formowanie się skupisk ludzkich w pewnego rodzaju plemiona, koczujące w dzikim terenie – na jedno z nich natrafia Max, który, dla własnego bezpieczeństwa, jest zmuszony im pomóc w wojnie z pobliskim gangiem. Mamy tu więc post-apo pełną gębą, które z pewnością pokochają m.in. fani Fallouta.

MadMax2WojownikSzos_4.jpgWarner Bros. @Steam

Zmianą na plus w stosunku do oryginału jest nie tylko surowy i dziki świat, ale również przemiana u bohatera. Choć kontynuacja jest pozbawiona wątku metamorfozy protagonisty, to Max Rockatansky już jako były funkcjonariusz jest samolubny, egoistyczny, małomówny i dbający tylko o własny interes, traktując z szacunkiem wyłącznie swojego psa – co czyni go postacią nad wyraz atrakcyjną i dla której chce się oglądać film. Ale i tak największą atrakcją tytułu są sceny kaskaderskie, czyli trzon całej serii. Pościgi stanowią ucztę dla oka i nie reprezentują tandety, przez co przyjemnie się je ogląda nawet dziś. Duża w tym zasługa faktycznej pracy ekipy na planie zdjęciowym, a nie sztucznego i oszukańczego montażu.

MadMax2WojownikSzos_1.jpgWarner Bros.

Nie znaczy to jednak, że dwójka Mad Maksa jest pozbawiona jakichkolwiek wad. Brian May (nie mylić z tym B. Mayem od Queenu) – który skomponował muzykę także do części pierwszej – już bardziej przyłożył się do swojej roboty, choć mogłoby być jeszcze lepiej. Irytujące dla mnie były także krótkie fragmenty, w których obraz został mocno przyspieszony, co wygląda wręcz karykaturalnie. Natomiast montaż całościowo poprawił się znacznie względem oryginalnej odsłony, dzięki czemu seans jest przyjemniejszy. Do kadrowania czy gry aktorskiej nie mogę też mieć zastrzeżeń.

MadMax2WojownikSzos_3.jpgWarner Bros. @Steam

Mad Max 2: Wojownik Szos jest dziełem dojrzalszym, przede wszystkim jako obraz kinowy. Ale w kontekście przedstawionego świata również – w którym nie brakuje krwi, gwałtów, a nawet dosłownego urwania głowy. Mad Max z 1981 spełnia swe zadanie jako postapokaliptyczne kino akcji. Oraz udowadnia, że zasada ”więcej, szybciej, mocniej” może się udać.

MadMax2WojownikSzos_2.pngWarner Bros.

(Głosy: )

Zobacz także:

Przymierzamy KALESONY SOKRATESA – recenzja książki

Kuba miał wiele marzeń. Jednym z nich było napisanie i wydanie książki. Udało się. I wiecie co? Było fajnie! Ale mogło być lepie…

Mad Max – recenzja filmu

napisany przez Bednarski w lutego 9, 2019

Ryzykowne jest życie w Australii – kraju pełnym śmiertelnych niebezpieczeństw. Można się tam natknąć na ogromne węże, głodne krokodyle, jadowite pająki i… gangi motocyklistów.


Możliwe, że to specyfika tego kontynentu przyczyniła się do powstania filmu Mad Max. Filmu ważnego nie tylko w kinie postapokaliptycznym i australijskim, czy w karierze George'a Millera i Mela Gibsona – ale kina (światowego) w ogóle. Filmu legendarnego, wokół którego narosło wiele plotek, mitów i legend – jak choćby ta, że reżyser musiał poświęcić swój samochód do filmowej kraksy, czy że niektóre sceny kręcono nie do końca legalnie. Już takie ciekawostki sprawiają, że filmem tym – którego budżet wyniósł niecałe 350.000 australijskich dolarów – warto się zainteresować.

MadMax1979-MelGibson.jpgMGM

Oczywiście ważniejszą przesłanką stojącą za seansem powinna być treść tego omawianego dzieła. A fabuła nie napawa zbytnio optymizmem. Niedaleka przyszłość. Tytułowy Max Rockatansky to funkcjonariusz miejscowej policji, ścigający rabusiów na czterech/dwóch kółkach i innych piratów drogowych. Nieszczęśliwy "wypadek" najlepszego kolegi z oddziału w czasie służby, a następnie atak gangsterów na rodzinę Maksa przesądza o obraniu mściwej, wojennej ścieżki przez gliniarza, gotowego wyzbyć się jakichkolwiek skrupułów w samosądzie.

Mamy tu więc motyw znany z westernów; czuć także inspirację Brudnym Harrym czy Punisherem. Co do klimatu dzikiego zachodu, porównanie to nie jest wcale przesadzone: pustkowia, bezprawie i walka o sprawiedliwość to kanwa klasycznego westernu – tyle że w recenzowanym filmie prerie i pustynie zasiane kaktusami zastąpiono australijskimi szosami sięgającymi horyzontu, konie zamieniono na jednoślady i szybie fury, a za rewolwer prawego kowboja służy obrzyn. Jednak typowy obraz post-apo, znany z późniejszych przedstawicieli tego gatunku, w pierwszym Mad Maksie dopiero się rozwijał. Wojna o ropę niby ma miejsce w tle, ale głównym zmartwieniem dla mieszkańców miasteczek – którzy radzą sobie całkiem nieźle – są i tak upały oraz złodzieje. W filmie uświadczymy także dużo plenerów wypełnionych roślinną zielenią.

468344_371812656257595_758216647_o.pngWarner Bros. / Mad Max Films @Facebook

Dlatego omawiany tytuł dosyć odstaje zarówno od kolejnych odsłon serii, jak i filmów post-apo. Współczesnych produkcji kinowych ogółem także. Przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz oglądałem Mad Maksa, jakieś 13 lat temu, film momentami wydawał mi się nudny. Dziś, paradoksalnie, jestem bardziej łaskawy wobec tej produkcji; ale i tak trzeba przyznać, że na tle dzisiejszej kinematografii obraz Millera wydaje się archaiczny. Nie chodzi nawet o efekty specjalne czy surowe ziarno, a o sposób narracji, głównie poprzez montaż. Większość scen zostało posklejanych naprawdę dobrze, ale niektóre przejścia – nawet przy spokojnych fragmentach – są momentami naprawdę szybkie i agresywne. Ścieżka dźwiękowa również lekko trąci myszką i nie zawsze współgra z akcją widzianą na ekranie.

Mankamenty produkcji rekompensują pierwsze i ostatnie 12 minut filmu, bogate w szybkie pościgi, popisy kaskaderów i brutalne widoki, a także piękne kadrowanie oraz ogólny motyw zemsty samotnego jeźdźca, działającego na granicy prawa. To ostatnie właśnie sprawia, że widz potrafi się wciągnąć oraz zostaje kupiony przez zwroty akcji i zabiegi reżyserskie. Debiutancki pełnometrażowy obraz G. Millera to ponadczasowe dzieło i trochę wstyd go nie znać. Warto spędzić czas ze Wściekłym Maksem, choćby dla samych scen pościgowych, młodego Gibsona w skórzanej kurtce oraz kultowego V8.

MadMax_poster.jpgOficjalny fanpage filmu Mad Max na Facebooku

(Głosy: )

Zobacz także:

Valerian i kino tysiąca adaptacji

Od blisko trzech dekad toczy się walka między Marvelem a DC o serca i portfele kinomanów, a najbardziej zaciekłą formę przybrała…

Max Payne – mocno bolesna historia policjanta

napisany przez Bednarski w stycznia 21, 2019

Nowy Jork. Zbieg umykający policji. Człowiek, który nie ma nic do stracenia. Tak w trzech krótkich zdaniach można opisać losy Maksa Payne'a – chyba najtragiczniejszej postaci detektywa z fikcyjnych światów w historii.


Historia Maksa sięga roku 1998, gdy fiński producent gier Remedy Entertainment – po ciepłym przyjęciu ich debiutanckiej produkcji pt. Death Rally – zapowiedział trzecioosobowego shootera o nazwie… Max Payne. Gra miała opowiadać o policjancie, który, niczym Frank Castle z kart Marvela, szukając zemsty wymierza na własną rękę sprawiedliwość. Silnik, mechanika i zarys fabuły przez miesiące lekko ewoluowały; jednak dojrzałą i ostateczną koncepcję gra nabrała po premierze pierwszego Matriksa. Emocjonujące strzelaniny i widowiskowe wybuchy w zwolnionym tempie zdradzał ostatni zwiastun:

Gra ostatecznie ujrzała światło dzienne w lipcu 2001 na pecetach z Windowsem (w kolejnych miesiącach i latach ukazując się także na PS2, pierwszym xBoksie, GBA, MacOS-ie, iOS-ie oraz Androidzie). Produkt Remedy z miejsca zachwycił graczy – głównie dzięki fotorealistycznej wówczas grafice oraz dynamicznej akcji, której nie powstydziłyby się hollywoodzkie blockbustery z gatunku filmów sensacyjnych. Ale Max Payne to nie tylko Matrix wśród gier wideo, ale także mroczna historia policjanta po przejściach. Tytułowy bohater to funkcjonariusz nowojorskiej policji, który wiedzie szczęśliwe życie – ma piękną, kochającą żonę oraz co dopiero narodzoną córeczkę. Jednak pewnego sierpniowego popołudnia 1998 roku życie Maksa legnie w gruzach, gdy odnajdzie zamordowaną rodzinę we własnym domu. Jako że sprawcy napadu byli naćpani nieznanym dotąd specyfikiem, Payne postanawia rzucić pracę w policji i zaczyna działać jako tajniak w DEA – amerykańskiej agencji antynarkotykowej. Po wielu miesiącach żmudnej pracy funkcjonariusze w końcu natrafili na trop prowadzący do tajemniczej substancji. I tak rozpoczyna się właściwa akcja gry, umiejscowiona w styczniu 2001 roku.

Max Payne bw.jpgGOD Games/T2 Interactive

Zadaniem Maksa będzie infiltracja przestępczego, narkotykowego półświatka. Jednak cały plan poszedł w piach, bo bandziory bez problemu rozpoznają Payne'a, wiedząc, że to gliniarz. Skąd taki zwrot akcji? Za wszystkim stoi zdrada jednego z tajniaków z DEA. Na dodatek Max został wrobiony w zabójstwo swojego najlepszego przyjaciela, również policjanta. Odtąd nasz protagonista znajduje się na celowniku nie tylko gangsterów, ale i swoich byłych kolegów z policji. Żałosna sytuacja detektywa, który zaczyna iść – dosłownie! – po trupach do celu, jest podkreślana przez lekko psychodeliczny soundtrack skomponowany przez duet Hatakka-Kajasto oraz klimatyczne cut-scenki w postaci… komiksu. W czasie rysunkowych scenek oraz samej rozgrywki główny bohater na bieżąco komentuje – głosem Jamesa McCaffreya, aktora znanego z serialu Viper – wydarzenia oraz swoje nieciekawe położenie, trochę w aroganckim i sarkastycznym stylu, którego powinni się uczyć bohaterowie Paulo Coelho i Mike'a Careya. A do tego wszystkiego mamy najgorszą śnieżycę w historii Nowego Jorku, która sparaliżowała całe miasto.

MaxPayne.jpegfot. materiały prasowe

Nasz bohater, idący dzielnie po nitce do kłębka, po drodze wypluwający setki nabojów, w końcu odkrywa tajemnicę stojącą za morderstwem jego najbliższych oraz mści się na sprawcy tego całego zamieszania. Jednak pomimo tego tragicznego (a zarazem widowiskowego) aktu, katharsis u Payne'a pojawia się na krótko, jeśli nie nawet wcale. Funkcjonariusz bawiący się w samowolkę stara się ułożyć życie na nowo; po oczyszczeniu ze wszystkich zarzutów wraca też do NYPD jako detektyw. Jednakże po ponad roku smutna przeszłość znowu daje o sobie znać – dawne wspomnienia wracają, gdy okazuje się, że była "wspólniczka" w osobistej vendetcie Maksa żyje, co wciąga głównego bohatera w kolejne kłopoty, i to znowu w samym sercu Nowego Jorku, tyle że tym razem skąpanego w deszczu. O tym właśnie opowiada sequel z 2003 r., o wdzięcznym podtytule The Fall of Max Payne, który również zdobył uznanie graczy oraz recenzentów.

screen11.jpgOficjalna strona internetowa Maksa Payne'a

Losy Maksa były wielokrotnie przenoszone na ekran pod postacią fanowskich filmów krótkometrażowych. Temat podłapali także profesjonaliści z Hollywood. I tak oto w roku 2008 na ekrany kin wszedł film pod nazwą Max Payne (a jakżeby inaczej!), w którym tytułową rolę zagrał Mark Wahlberg. Ekranizacja jednak – czy też bardziej adaptacja, bo wysokobudżetowa produkcja miała trochę nieścisłości względem oryginalnej gry – nie zachwyciła krytyków, ani tym bardziej fanów growego policjanta. ”Nie zachwyciła” to delikatne i trochę mylne określenie, bo kinowy thriller, wg Rotten Tomatoes, zdobył ledwie… 16% pozytywnych ocen.

Max-Payne-DI-1.jpg20th Century Fox

Ale kto by się przejmował jakimś filmem, skoro w tym samym roku doszło do pierwszych przecieków nt. powstającej trzeciej części gry! Za produkcję trójki miało już jednak nie odpowiadać Remedy Entertainment, a jeden z oddziałów Rockstar Games – firmy, która nabyła prawa do marki wraz z premierą drugiej części. Jednak to nie zmiana producenta podzieliła fanów, a inne doniesienia: bowiem kolejne informacje prasowe zdradzały, że gra zostanie pozbawiona takich kanonicznych oraz ikonicznych elementów jak komiksowe przerywniki, nocny Nowy Jork czy zasłużony płaszcz Maksa. Trzecia część ukazała się w 2012 i nie okazała się aż tak zła, jak zwiastowali czarnowidze. Max Payne 3 to nadal dobry tytuł – zarówno jako efektowny shooter z opcją tzw. bullet-time'u, jak i mroczna opowieść zmarnowanego eks-gliniarza po przejściach, któremu już wszystko jedno – poza porządnym łykiem mocnego alkoholu.

Co teraz dzieje się z Maksem? Nie do końca wiadomo, ale fragment pewnej książki ze świata gry Alan Wake – co ciekawe, również autorstwa Remedy – sugeruje, że nasz policjant skończył marnie w roku 2014. Niezależnie od tego luźnego spostrzeżenia, nowojorski gliniarz na stałe zapisał się w historii gier wideo. Bo która gra łączy zgrabnie elementy kina Johna Woo i braci sióstr Wachowski ze stylistyką noir, bogatą w intrygę i tajemniczą femme fatale, równie dobrze co seria Max Payne?


Niniejszy artykuł powstał 21 stycznia 2018 i pierwotnie ukazał się na łamach Portalu Postaci Fikcyjnych.

(Głosy: )

Zobacz także:

Every Breath She Takes Is Magic

84. miejsce na liście 500 największych utworów wszech czasów według prestiżowego magazynu Rolling Stone. Jeden z najpopularniejs…