Witaj na oficjalnej stronie Przemysława Bednarskiego!

Projekt graficzny banerów: Roland Dominik

Najpopularniejsze wpisy:

Every Breath She Takes Is Magic

84. miejsce na liście 500 największych utworów wszech czasów według prestiżowego magazynu Rolling Stone. Jeden z najpopularniejs…

Wyzbyłem się tej choroby

Chcę zdychać powoli, chcę czuć, że mnie to wszystko boli. Chcę zdychać w takich męczarniach, że nawet morfina nie będzie mi w st…

Częstochowa na zdjęciach – dziś i sto lat temu

Gotowi na podróż w czasie??

Moja (nie)Przyjazna Komunikacja

Grill na Ligocie w Katowicach należał do udanych. Po skończonej imprezie, spiesząc się do domu, biegłem na ostatni tramwaj. Jacy…

Kozacki wywiad

„Nigdy media nie wypromują muzyki, nad którą trzeba się zastanowić – bo inaczej się nie sprzeda. Jeśli ktoś się sugeruje, że med…

Najnowszy podcast:

Ostatnie wpisy:

ko-CHAM kina

napisany przez Bednarski w września 19, 2017

W pewnym momencie zaczęli być agresywni. Kiedy wychodziliśmy z sali, nikt z widowni słowem się nie odezwał, a ci dwaj kolesie śmiali się i klaskali. Kompletnie wyprowadziło mnie to z równowagi – teraz żałuję, że nie zgłosiliśmy tego pracownikom kina…


I teraz powinienem skończyć czytać. Co mnie bardziej przeraża od głupoty ludzkiej, to tylko niemoc ludzka. Znieczulica oraz brak reakcji nigdy nie wytępią chamstwa, zwłaszcza gdy istnieje realna możliwość zapobiegnięcia złemu zachowaniu; w tym przypadku w postaci zgłoszenia przykrego faktu pracownikom kina. Właśnie przez takie osoby jak Ty, Alicjo, chuligani czują się bezkarni i mają niejako przyzwolenie na podobne zachowanie w przyszłości.

Crazy-Good-Spicy-Italian-Popcorn-575x382.jpgOnce Upon a Chef

Jednak tekst przeczytałem do końca – bo trudno przejść obojętnie wobec listu otwartego bohaterki, który został wysłany do gazety.pl. To, co spotkało Alicję i jej chłopaka, nie jest pierwszą – i jedyną – taką sytuacją, bo z chamskim zachowaniem możemy mieć do czynienia wszędzie. Przez brak czasu do kina za często nie chodzę, a z tak skrajnym przypadkiem grubiaństwa nie miałem, co prawda, jeszcze do czynienia; niemniej też mnie irytują zbyt głośne szeleszczenia i mlaskanie oraz świecenie telefonem podczas seansu. Rozumiem więc oburzenie autorki listu. Jednakże nie jestem w stanie pojąć wymyślonej przez nią recepty na kinowych prostaków, jaką jest podrożenie biletów. Może faktycznie zasobność portfela zwiększa szanse na posiadanie dobrych manier? – jednak nie jest też tego gwarantem. Zatrważa także sugerowanie przez niektórych komentujących omawiany wpis, że problem w ogóle nie dotyczy kin studyjnych.

Problem niewłaściwego zachowania podczas seansów filmowych zawsze istniał, ale list czytelniczki wzbudził na nowo dyskusję w internecie. Do sprawy odnieśli się kinowi blogerzy, m.in. Kasia Czajka-Kominiarczuk, prowadząca Zwierza Popkulturalnego, czy Łukasz Stelmach, znany bardziej jako Ichabod. Popularny jutuber większą winę widzi po stronie kin, które nie zawsze egzekwują przepisy swoich regulaminów. Proponuje, by na sali, podczas seansu, przebywał któryś z pracowników. Pomysł kompletnie nietrafiony. Po pierwsze – wbrew pozorom, dział obsługi widza posiada więcej obowiązków niż tylko odrywanie biletów i sprzątanie sal. Po drugie, ciągłe monitorowanie widzów rodziłoby kłopoty – już ogarnięcie kilku sal w jednym czasie sprawia problemy, a co dopiero przy kilkunastu! Zresztą jak sam Łukasz zauważył, większość pracowników multipleksów stanowią studenci i uczniowie, którzy, oprócz pracy, mają jeszcze jedno zmartwienie w postaci nauki. Pomysł z ochroniarzami wydaje się sensowniejszy; jednakże – ponownie wchodzi w grę dyspozycyjność zatrudnionych oraz problem z obsadzeniem wszystkich sal. A placówki kinowe nie mogą sobie nagle pozwolić na nadmierne zatrudnienie nowych osób, a to ze względu na koszta. Wbrew niektórym opiniom, kina – również te komercyjne – wcale dużo nie zarabiają dzięki wysokim cenom sprzedawanych u siebie produktów. Wpływy z biletów stanowią przede wszystkim przychody dla dystrybutorów, wydawców i producentów filmowych oraz pokrycie podstawowych kosztów eksploatacyjnych przez kino.

Fragment vloga dotyczący prawie zerowej ilości oraz intensywności różnych akcji promujących chodzenie do kina również budzi wątpliwości. Doskonałym kontrprzykładem jest organizowane od kilku lat przez Polski Instytut Sztuki Filmowej tzw. Święto Kina w grudniu. Same ogólnopolskie sieci multipleksów – Cinema City, Multikino oraz Helios – również posiadają wachlarz własnych akcji pod postacią stałych promocji, programów partnerskich dla stałych klientów czy innych ofert specjalnych. Nie można też nie docenić roli szkół, dzięki którym uczniowie – również ci z biedniejszych rodzin – od najmłodszych lat oswajają się z kinem. Zgadzam się za to z twierdzeniem, że brakuje kampanii oraz akcji poruszających temat samej kultury w czasie oglądania filmu. Różne instytucje, nie tylko kina zaraz przed seansami, powinny częściej informować o podstawowych zasadach kinowego savoir-vivre. I również, co Łukasz, dostrzegam fakt, że nowe technologie  zwłaszcza media strumieniowe oferujące wideo na żądanie stanowią silną konkurencję dla tradycyjnych kin, w niektórych aspektach nawet je przebijając pod kątem atrakcyjności.

Jaka jest więc uniwersalna recepta na pozbycie się chamów i prostaków z projekcji filmowych? Zacznij sam zwracać uwagę na to, co robisz w czasie oglądania filmów na wielkim ekranie, przy innych ludziach, by ich nie rozpraszać. Jeśli już (dawno) masz to za sobą, to zaszczep u bliskich miłość do tak magicznego (a przy tym legalnego) przeżycia, jakim jest kulturalny odbiór seansu z kartonem popcornu przy sobie. A jak już będziesz świadkiem niewłaściwego zachowania u innych, nie bój się zareagować osobiście i/lub zgłosić to odpowiednim osobom. Nie bądź jak Alicja.

(Głosy: )

Zobacz także:

Szast, prast, cast!

Próba mikrofonu. Raz, dwa. Nic… Ponowne testowanie – i znowu niepowodzenie. W głowie BK już pojawia się myśl, że przyjechał nada…

Ja również przeżyłem efekt Mandeli

napisany przez Bednarski w września 17, 2017

Doznałem wizji. „Nie ufaj we wszystko, co mówią. Politycy i naukowcy cię okłamują. Nie daj się zwieść pozorom – pochodzisz z innego wymiaru!”.


Internet to potężne narzędzie – czy to w rękach polityków, dziennikarzy, naukowców czy zwykłych ludzi. Co jakiś czas w sieci możemy znaleźć niezwykłe doniesienia, które nawet potrafią zburzyć nasz dotychczasowy światopogląd czy percepcję otaczających nas zjawisk. Jednym z takich ewenementów był tzw. efekt Mandeli, o którym było głośno w zeszłym roku. Na czym polega owo zjawisko? Dotyczy sytuacji, w której ludzie nagle odkrywają jakiś szczegół (np. kolor ogona Pikachu) lub zdarzenie (śmierć sławnej osoby), którego w ogóle nie pamiętają z przeszłości (lub zapamiętali je całkiem inaczej), będąc święcie przekonanym co do swojej wersji wydarzeń. Doznawanie takiego szoku dotyczy nie pojedynczych przypadków, a mas, co by mogło dowodzić m.in. tego, że żyjemy w symulacji komputerowej. Co prawda, sam efekt nie jest nowy, bo pierwsze opisy tego niezwykłego zjawiska pojawiły się już przed 2010 rokiem, jednak do dziś rozpala emocje wśród wielu osób. Przez ostatnie miesiące podchodziłem bardzo sceptycznie do tej teorii spiskowej. Aż do ostatniej środy – kiedy to odczułem na własnej skórze efekt Mandeli.

Podczas pisania artykułu dla pewnego portalu (nie mogę jeszcze zdradzić, na jaki temat był artykuł i dla kogo pisany, ale wkrótce zostanie opublikowany – a warto czekać!), chciałem odnieść się w tekście do sytuacji, o której przeczytałem mając osiem czy dziewięć lat w pewnym tygodniku. Sytuacja dotyczyła Shirley Eaton, grającej w Goldfingerze dziewczynę pomalowaną złotą farbą, która po premierze filmu zmarła z powodu niebezpiecznej dla zdrowia charakteryzacji. By się upewnić, że pamięć mnie nie myli, zrobiłem research, wklepując nazwisko aktorki do "gugla". Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że brytyjska seksbomba do dzisiaj żyje i ma się dobrze!

fot. David HurnCharakteryzator wciela swój okrutny plan w życie, polegający na zamordowaniu pięknej aktorki!

Czy to oznacza, że dopadł mnie pewnego rodzaju efekt Mandeli? Niekoniecznie. Może to być po prostu oznaka słabej pamięci bądź fałszywej pamięci (fałszywych wspomnień). Powodem tego stanu rzeczy u mnie nie muszą być od razu uszkodzenia mózgu lub wadliwe połączenia nerwowe, a najzwyczajniej w świecie kilka przypadków, które zbiegły się w jednym czasie. Po pierwsze, czas – czyli jakieś 15 lat – robi swoje. I jest to normalne, bo wracając po wielu latach do piosenek, filmów czy gier, nieraz "odkrywam je na nowo". Po drugie, mogłem przeoczyć informację, że zgon dotyczył nie aktorki, a odgrywanej przez nią postaci. Nie mogłem wtedy też tak łatwo zweryfikować notki, bo – owszem, widziałem już wówczas wiele filmów o Bondzie, zwłaszcza z Rogerem Moore'em i Pierce'em Brosnanem – jednak Goldfingera za dzieciaka nie oglądałem.

Podobnie musi być z setkami i tysiącami osób, które pamiętają taki, a nie inny stan rzeczy – a naprawdę wszystko da się wyjaśnić racjonalnie. Zmiany w wyglądzie postaci (np. psa Pluto) mogą wynikać z ewolucji różnych fikcyjnych bohaterów przez lata; a kłopoty z oceną prawdziwości dialogów lub scen w filmach to zazwyczaj skutek różnych wydań (kinowe, ocenzurowane, reżyserskie itd.). Brak słów „of the world” na końcu piosenki Queen pt. We Are The Champions występuje tylko w wersji studyjnej (ale koncertowej już nie). Natomiast kwestia pisowni, jak w przypadku misiów Berenstain/Berenstein, to może być po prostu błąd drukarski; w niektórych przypadkach może również dochodzić sprawa wypowiadania słów – The Flintstones w Polsce są znani bardziej jako Flinstonowie (tylko z jedną literką T) ze względu na łatwiejszą wymowę, do której większość z nas się przyzwyczaiła. Wystarczy więc pomyłka jednej osoby, by niewłaściwa informacja rozeszła się jak domino. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą, jak mawiał klasyk.

Tam, skąd pochodzę, zawsze było „Luke, I am your father!”.

A co jeśli wyczytana przeze mnie informacja na temat śmierci Shirley Eaton faktycznie znajdowała się w magazynie? Wtedy mielibyśmy do czynienia z niekompetencją dziennikarską. Lub… celowym zabiegiem. O efekt Mandeli nietrudno w dzisiejszych czasach, gdy w dobie masowej komunikacji liczba fake newsów, fotomontaży, trolli internetowych oraz propagandy informacyjnej stale wzrasta. Internet, który przecież mógłby zapobiegać powstawaniu efektu Mandeli, paradoksalnie przyczynia się do nasilenia tego zjawiska. Dlatego tak ważną kwestią staje się edukacja medialna, dzięki której internauci byliby w stanie szybciej oddzielać fakty od postprawdy oraz łatwiej weryfikować różne informacje, zwłaszcza na tematy polityczne lub śmierci sławnych osób.

Tak więc efekt Mandeli zdaje się być zwykłym zjawiskiem psychicznym i psychologicznym, a jego występowanie nie oznacza z automatu potwierdzenia teorii spiskowych dotyczących eksperymentów na ludziach czy istnienia równoległych wszechświatów. Jednak też tego nie wyklucza. Zwłaszcza w drugiej kwestii, bowiem teoria strun, mówiąca o wszechświecie składającym się z dziesięciu (a nie czterech) wymiarów, znajduje sporo zwolenników w środowisku naukowym. Wyobraźcie sobie – rzeczywistość, która posiada wiele alternatywnych skutków tego samego zdarzenia, mogłaby rozwiązać problem z podróżami w czasie czy próbą odpowiedzi na to, co było przed Wielkim Wybuchem. Kto wie, może w innym wszechświecie żyje drugi Przemysław Bednarski, który ma więcej fanów i wiedzie szczęśliwsze życie?

(Głosy: )

Zobacz także:

Ja również przeżyłem efekt Mandeli

Doznałem wizji. „Nie ufaj we wszystko, co mówią. Politycy i naukowcy cię okłamują. Nie daj się zwieść pozorom – pochodzisz z inn…

Hitler był lewakiem, a Bednarski prawakiem!

napisany przez Bednarski w sierpnia 29, 2017

Dżentelmen, artysta o wielkim sercu, kochający zwierzęta oraz unikający alkoholu i papierosów. Adi – wypisz, wymaluj: prawilny chłopak. Ale zaraz, że jak… Prawilny? Prawicowiec? Toż to lewak! A, tfu!


Artykuł Piotra Zychowicza, w najnowszym numerze Do Rzeczy, na temat rzekomej (wg autora) prawicowości Adolfa Hitlera odbił się szerokim echem w sieci. Nie można przejść obojętnie obok najnowszego wydania "Tygodnika Lisickiego" – sama okładka już bije po oczach: zdjęcie Führera w czapce i przepasce na lewym ramieniu z komunistycznym emblematem, tj. sierpem i młotem. Jako komentator nieufny i podchodzący z dystansem do różnych opinii w mediach, musiałem kupić tygodnik Do Rzeczy, chcąc wystawić ocenę panu Zychowiczowi.

Do Rzeczy #35/237Do Rzeczy

Wczesna nieufność wobec negatywnych komentarzy w internecie okazała się jednak zbędna. Krzykliwy tytuł z okładki (co, swoją drogą, jest normalnym zjawiskiem w prasie) znajduje swe potwierdzenie w treści właściwego tekstu. Autor usilnie próbuje znaleźć dowody na poparcie swojej tezy, że Hitler nie był wcale prawicowy, zrównując Kanclerza Rzeszy i jego NSDAP z doktryną komunizmu. Nie brakuje także doszukiwania się korelacji dodatniej między zbrodniczością III Rzeszy a narodowością niemiecką. Sęk w tym, że jednym z wyznaczników ogólnie pojętej prawicy jest mniejszy lub większy militaryzm oraz kult państwa i/lub narodu. Te same cechy, co prawda, można i dostrzec w stalinowskim Związku Radzieckim; jednak stanowiły one wyłącznie środek w szerzeniu ponadnarodowej idei, jaką jest komunizm. Natomiast w przypadku faszystowskich Włoch czy Niemiec umiłowanie do elity rządzącej i potęgi wojskowej stanowiło samo w sobie koncepcję oraz sens istnienia tych państw.

Zaskakuje też jawne twierdzenie, że antyklerykalizm czy wegetarianizm z automatu określają daną osobę jako lewak. Autor oczywiście na tym nie poprzestaje, przytaczając wypowiedzi Hitlera chwalące bolszewizm, ZSRR itd. Naprawdę intrygująca część omawianego artykułu; trzeba jednak pamiętać, że słowa nazistowskiego wodza który był niestabilny emocjonalnie oraz hipochondrykiem, a rozumowanie rzeczywistości u niego nieraz zachwiane i dziś trzeba interpretować z dużą ostrożnością. Nie można też zapominać o tym, że Hitler, chcąc nie chcąc, musiał skopiować pewne wzorce działania mechanizmu państwowego od Lenina i Stalina, by wprowadzić w życie swoją ideologię. To właśnie polityka terroru oraz monopartyjność są jednymi z wyznaczników występowania skrajności doktryn politycznych, przynajmniej na jednoosiowym podziale.

Co więc sprawia, że większość historyków wlicza komunizm do lewicy, a narodowy socjalizm do prawicy? Większość doktryn okołoprawicowych odnosi się do przywrócenia starego ładu, dawnego porządku i tradycyjnych wartości. Nazizm też się odwoływał do pierwotnych wartości tyle że nie do kultury judeochrześcijańskiej czy tradycji monarchistycznej. Hitlerowcy inspirowali się m.in. wierzeniami pogańskimi, mistycyzmem, volkizmem, kultem ciała w antycznej Grecji oraz różnymi koncepcjami Nietzschego; a dawny ład, w ich myśli, stanowiły czasy świetności Cesarstwa Niemieckiego przed I wojną światową. Natomiast wszystkie ruchy lewicowe w tym komunizm opierają się (przynajmniej w teorii) na równości wszystkich obywateli. Stoi to w opozycji do antysemickiego i homofobicznego nazizmu oraz służb podległych Führerowi, które działały w myśl koncepcji Lebensraum. Piotr Zychowicz, jako zadeklarowany antykomunista, powinien o tym wiedzieć.

I, paradoksalnie, najgorsze w tym wszystkim nie jest ani śmiała okładka czasopisma, ani użyta w artykule definicja lewaka. Bo samo w sobie to słowo [lewak] nie jest złe. Podobnie jak katol, polaczek, komuch, nacjolo, pedał, feminazistka czy białas. Owszem, określenia te jako tako mogą być obraźliwe i zazwyczaj takie są. Użyte jednak w odpowiednim kontekście, odnośnie zawężonego wycinka wybranych osób, jako środek stylistyczny podkreślający skrajne – i najczęściej niepożądane – cechy danej doktryny politycznej, grupy społecznej itd., nie są jeszcze ohydne. Gorzej, jeśli ktoś używa takich prostych, populistycznych hasełek do opisu całych grup. I Piotr Zychowicz popełnia ten sam błąd, wrzucając wszystkich ludzi myślących inaczej niż konserwatyści i gospodarczy liberałowie do jednego wora z napisem "lewak", "lewicowiec", winiąc komunizm za całe zło tego świata. Bardzo "dojrzałe" podejście, odsłaniające mocno emocjonalny wymiar tekstu.

Niestety rodzi się tutaj kolejny problem: czym właściwie jest prawica, a czym lewica? Jakie kryteria określają jedną i drugą stronę? Wydaje się, że używanie w XXI wieku pojęć, które zostały ukształtowane jeszcze w osiemnastym stuleciu, jest wielce mylące i niewłaściwe. Dodanie trzeciej opcji, jaką jest centrum, nie ułatwia wcale sytuacji; natomiast upraszczanie tych skrajniejszych odłamów lewicy i prawicy do pojedynczych pojęć lewactwa i prawactwa (tudzież faszyzmu) jest kłamliwe i nietrafione. Zresztą, charakter wybranych ideologii politycznych będzie się różnić w zależności od szerokości geograficznej czy kultury. Różnice między faszyzmem włoskim i niemieckim nie są oczywiście jedynym przykładem. Idąc dalej, polski nacjonalizm jest ściśle powiązany z religią, co jest rzadkie w ruchach narodowych innych krajów. Liberalizm w państwach muzułmańskich ma inny wymiar niż ten europejski, podobnie z feminizmem. Pojęcia takie jak demokracja, anarchizm, liberalizm czy komunizm ewoluowały i cały czas ewoluują.

Źródło: Czwórka z DublinaOkładka Tygodnika Do Rzeczy doczekała się prześmiewczych przeróbek.

Mam jednak nadzieję, że tekst Zychowicza rozpocznie szerszą dyskusję w społeczeństwie na temat tego, jak powinny (czy też: jak NIE powinny) być nazywane różne zjawiska i ugrupowania polityczne. Nigdy się nie mogę nadziwić, jak słyszę, gdy PiS jest stawiany obok partii Korwina czy ruchów narodowych, Samoobrona przy PSL-u, a SLD porównywane do Partii Razem.

I nie zrozumcie mnie źle: nie mam nic do poglądów autora omawianego artykułu. Ba, jakby nie spojrzeć, w hitlerowskiej ideologii można dostrzec pewne cechy lewicowości. Sam tekst Zychowicza, promujący jego najnowszą książkę ("NIEMCY. Opowieści Niepoprane Politycznie cz. III"), zawiera ciekawą interpretację poglądów kanclerza III Rzeszy. Jest to jednak interpretacja naciągana, nie do końca sprawdzona, zawierająca wiele nieścisłości. Aż się boję, jak Piotr Zychowicz by mnie sklasyfikował też jako lewaka? Czy może prawaka?

(Głosy: )

Zobacz także:

Uzupełnienie komentarza nt. nowelizacji polskiego sądownictwa

Sprawa reformy sądownictwa przez Prawo i Sprawiedliwość nadal budzi wiele emocji. I choć rozmowa z Bartkiem przebiegła spokojnie…